• facebook
  • rss
  • Wartość dodana

    Mira Fiutak

    |

    Gość Gliwicki 07/2014

    dodane 13.02.2014 00:00

    Koło misyjne. Na każdym spotkaniu pojawia się ktoś nowy. Ostatnio przyszła pani z całą torbą kolorowych czapek i szalików, które od jesieni robiła na drutach. Wyślą je dzieciom z wiosek położonych wysoko w Andach.

    Kiedy zbierają się na swoich poniedziałkowych spotkaniach, mają ze sobą figurkę Jezusa Ubiczowanego. Wyrzeźbili ją indiańscy chłopcy na warsztatach, które prowadzą misjonarze. Uczą ich różnego rodzaju rzemiosła, żeby w przyszłości zapewnić im lepsze życie niż mają ich rodzice. W parafii Matki Bożej Królowej Pokoju w Tarnowskich Górach powstało wyjątkowe koło misyjne.

    Jedyne i pierwsze w Polsce związane z Misjonarzami Sługami Ubogich Trzeciego Świata, ze zgromadzeniem, którego nawet nie ma w naszym kraju. Wojciech Giergiel, odpowiedzialny za grupę, mówi, że myśl o niej dojrzewała w ciągu całego Roku Wiary. Jest oblatem benedyktyńskim i od kilku lat pomaga o. Andrzejowi Haase OSB w rozpropagowaniu w Polsce informacji o tym nieznanym u nas zgromadzeniu, bo misjonarze zwrócili się o pomoc właśnie do benedyktynów z Tyńca. Dlatego też jedno z pierwszych promujących je spotkań odbyło się w tarnogórskim konwikcie, a potem pojawiła się myśl o stworzeniu grupy. Misjonarze Słudzy Ubogich Trzeciego Świata pracują w najbiedniejszych rejonach Peru. – Kiedy pokazują nam zdjęcia z miejsc, do których trafiają, to nie są to obrazki znane z turystycznych folderów promujących Peru. Nawet te z ich ulotek nie oddają tej rzeczywistości, bo przedstawiają ich różne dzieła misyjne. Dopiero materiał filmowy czy fotograficzny zebrany w wioskach oddaje rozmiar ubóstwa, który jest porażający – mówi Wojciech Giergiel o miejscach ukrytych głęboko w Andach, do których docierają misjonarze z tego zgromadzenia.

    Cztery wspólnoty, jeden charyzmat

    Misjonarze pracują w Cusco, w Andach na wysokości 3500 m n.p.m., wśród najbiedniejszej ludności kraju. Zgromadzenie powstało w 1986 r. Jego założyciel o. Giovanni Salerno jest kapłanem i lekarzem. Rozpoczynał sam. Impulsem do podjęcia tego wyzwania był ogrom biedy, którą zobaczył w Peru. Dziś zgromadzenie liczy ponad 150 misjonarzy 18 narodowości. Tworzą je cztery wspólnoty. Ojcowie i bracia stworzyli „Miasteczko chłopców”, gdzie opiekują się osieroconymi i opuszczonymi dziećmi, przygotowując ich do dorosłego życia. Siostry zakonne, których przełożoną jest Polka s. Maria Strzałkowska, zajmują się dziećmi chorymi, prowadzą szkołę i warsztaty dla ubogich dziewcząt. Prowadzą też stałe stacje misyjne w wioskach Kordyliery. Rodziny misyjne zajmują się szkołami, warsztatami zawodowymi i jadłodajniami oraz ewangelizują samą swoją obecnością wśród mieszkańców tego regionu. I jest wspólnota kontemplacyjna, która żyje za klauzurą. Cztery różne wspólnoty, ale żyjące tym samym charyzmatem. Oprócz nich są osoby stowarzyszone, współpracownicy i oblaci, czyli chorzy i więźniowie, którzy wspierają zgromadzenie modlitwą. Świeccy mogą przyjechać do pracy na misjach w Peru – rodziny na co najmniej dwa lata, a osoby samotne na rok. Misjonarze pracują wśród ubogich i sami żyją z zaufania, że Bóg zatroszczy się o ich potrzeby. Dlatego kiedy zapraszani są na spotkania w różnych krajach, nigdy nie proszą o wsparcie materialne.

    Program na cały rok

    Pierwsze spotkanie koła misyjnego w Tarnowskich Górach było w listopadzie. W styczniu nakreślili sobie plan działania na najbliższy rok. Zakładają, że będzie to czas formowania grupy, zbierania pierwszych doświadczeń i tworzenia programu. W ten sposób chcą się przygotowywać do zorganizowania w Tygodniu Misyjnym w następnym roku dużego spotkania w parafii. Ustalili również z ks. Maciejem Górką, dyrektorem Papieskich Dzieł Misyjnych Diecezji Gliwickiej, że w razie potrzeby będą włączać się w diecezjalne wydarzenia misyjne. – Z założenia będziemy też pomagać benedyktynom w organizowaniu spotkań z przyjeżdżającymi do Polski misjonarzami sługami Ubogich Trzeciego Świata, i te działania wykraczają poza granice parafii czy diecezji – wyjaśnia Wojciech Giergiel. Misjonarze mają nadzieję, że wraz z poznaniem ich zgromadzenia w naszym kraju, będą też powołania do niego. Ze spotkania na spotkanie ciągle pojawia się ktoś nowy, ostatnio było już 10 osób. Jest wspierająca ich modlitwą grupa chorych i tych, którzy z różnych powodów nie wychodzą z domu. Na tej samej zasadzie planują włączyć w grupy wsparcia osadzonych w areszcie śledczym, który jest na terenie parafii. – Te osoby wspierają duchowo nas, a my ich. Chcemy, żeby to nie było anonimowe, żeby miały kontakt z grupą i misjonarzami. Będą też regularnie otrzymywały biuletyny zgromadzenia. Dla nich to jest ważna sprawa, bo uczestniczą w czymś bardzo konkretnym. Można powiedzieć, że w ten sposób stają się też misjonarzami – mówi Wojciech Giergiel. – W naszej parafii jest bardzo dużo grup, każdy może znaleźć swoje miejsce we wspólnocie. Dzięki temu Kościół, który przecież sami tworzymy, jest żywy – zauważa Ryszard Bonk, który prowadzi kronikę grupy, do której między innymi wpisuje kolejnych przystępujących do niej członków. Sam ma wiele zaangażowań w parafii, jest katechetą, kościelnym, prowadzi grupę spotykającą się na modlitwie brewiarzowej. – Poprzez to, co robimy, dajemy świadectwo tego, w co wierzymy. Nie tylko słowem, bo mówić można wiele. Bardzo inspirują mnie tematy misyjne. Nie wykluczam, że kiedyś pojadę do Peru – dodaje. W programie rocznym pojawiają się tematy nie tylko związane z Peru, ale też innymi miejscami misyjnymi. We wrześniu przyjeżdża do Polski o. Walter Corsini MSP, dlatego włączą się w przygotowanie spotkania z nim w diecezji bielsko-żywieckiej. W październiku planują u siebie relację z tego spotkania. Latem o. Andrzej Haase OSB będzie w Peru, a w listopadzie w Tarnowskich Górach opowie im o tym pobycie. Na spotkaniach są też krótkie lekcje języka hiszpańskiego. Dla zainteresowanych planują wynegocjowanie korzystnych warunków nauki w zaprzyjaźnionej szkole językowej. Znajomość hiszpańskiego to pierwszy krok do decyzji o wyjeździe na misje do Peru.

    Geografia schodzi na drugi plan

    – Zawsze myślałem, że bezpośrednie zaangażowanie w misje musi wiązać się z wyjazdem. Dziś wiem, że jeśli ma się łączność z misjonarzami, to nie ma znaczenia, czy ktoś jest w Polsce, czy w Peru. Bo cały czas zanurzony jest w tym temacie. I to jest niezwykłe. Geografia schodzi na drugi plan – mówi Wojciech Giergiel. – Misjonarze proszą przede wszystkim o modlitwę, wsparcie duchowe. A ono może płynąć skądkolwiek. Nawet od więźniów, którzy są przecież zamknięci, odcięci od świata. Oni też mogą być misjonarzami. W ten sposób łamie się granice, nie tylko geograficzne – dodaje. Czasem spotykają się z zarzutami, że wspierają ubogich na końcu świata, podczas gdy swoich mają na wyciągniecie ręki. – Jeśli Pan Bóg podsunął mi te osoby, to już nie kombinuję, dlaczego to nie jest Afryka, Australia czy jakieś miejsce w Polsce. Po prostu zajmuję się tym, co przyszło. Zauważyłem też, że poprzez takie odległe geograficznie tematy można uwrażliwiać ludzi na biedę w swoim miejscu zamieszkania, i materialną, i duchową – mówi. Widzi, jak otwarcie oczu na sytuację andyjskich Indian otwiera na potrzeby ludzi spotykanych na co dzień na swojej ulicy. – I to jest taka wartość dodana tej pracy. Pokazuje, że w Kościele wszyscy jesteśmy jedno. Tutaj nie ma granic – stwierdza. Na znak łączności z tymi, za których się modlą, poprosili misjonarzy o świecę. Będą ją zapalać w czasie swoich spotkań. Przyjdzie w przesyłce z Peru. Być może w tym samym czasie do wiosek w Andach dotrą wełniane czapki i szaliki z Tarnowskich Gór. Spotykają się zawsze w pierwszy poniedziałek miesiąca po wieczornej Eucharystii o godz. 18.00, w salkach katechetycznych salkach katechetycznych parafii MB Królowej Pokoju. Grupa jest otwarta, zaprasza również osoby spoza parafii.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół