• facebook
  • rss
  • Ciężar liczą w nadziejach

    Mira Fiutak

    |

    Gość Gliwicki 41/2013

    dodane 10.10.2013 00:15

    Pojechali po kamień na wagę nadziei. Tak nazwali swój wyjazd do La Salette. Wmurują go w fundamenty nowego ośrodka.

    Przed rokiem podjęli decyzję o budowie nowego budynku, w którym będą prowadzić terapię dla uzależnionej młodzieży. Katolicki Ośrodek „Dom Nadziei” w Bytomiu istnieje od 18 lat, w tym czasie leczyło się tu 1650 osób. Obecnie ośrodek mieści się w ponadstuletnim budynku, dawnym klasztorze sióstr elżbietanek. Początkowo planowali jego rozbudowę, ale kiedy okazało się to zbyt skomplikowane i nieopłacalne, zapadła decyzja o budowie nowego. W pierwszych dniach października grupa terapeutów i przedstawicieli fundacji „Dom Nadziei”, razem z dyrektorem ośrodka ks. Bogdanem Peciem MSF, pojechała po kamień węgielny do La Salette. Mówią, że to wyjazd „po kamień na wagę nadziei”. Dlaczego z La Salette? – To miejsce ma za patrona ks. Jana Berthiera – mówi ks. Bogdan Peć o patronującym bytomskiemu ośrodkowi założycielu zgromadzenia, do którego należy, czyli Misjonarzy Świętej Rodziny. – Był saletynem, jego grób znajduje się właśnie w La Salette. Bardzo bliskie było mu objawienie Matki Boskiej Saletyńskiej i Jej przesłanie, w którym zachęca do zmiany życia. Do prostych rzeczy, takich jak powrót do Eucharystii, modlitwy, świętowania niedzieli, zgody w rodzinie. Więc pomyślałem, że budując ten nowy ośrodek, dobrze by było mieć jako fundament coś mocnego i trwałego. A objawienie saletyńskie i wezwanie do nawrócenia jest zbieżne z naszymi celami terapeutycznymi, bo terapia to zachęta do zmiany siebie – wyjaśnia dyrektor ośrodka. Kamień został poświęcony i przekazany im w czasie Eucharystii w La Salette. Prace związane z budową ośrodka rozpoczną się wiosną przyszłego roku. Z początkiem lipca kupili działkę w Stolarzowicach. Budynek o powierzchni 1500 mkw, pięciokrotnie większy niż dotychczasowy, będzie zbudowany na planie litery T. Na parterze będą: miejsce przyjmowania pacjentów, część administracyjna, sale komputerowe i terapii zajęciowej oraz kuchnia i jadalnia z przeszklonym dachem i wyjściem na patio. Na piętrze będą pokoje dla 30 pacjentów, o 6 miejsc więcej niż teraz. Będą też kaplica, duże sale na spotkania i pokój terapeutów. Pełny koszt tej inwestycji, razem z wyposażeniem, urządzeniem podwórka i boiska, wyniesie około 7 mln zł. Od początku, kiedy zaczęli myśleć o budowie, uruchomili różne pomysły pozyskiwania środków i akcje z tym związane. Uczniowie zamiast kwiatków nauczycielom na zakończenie roku kupowali cegiełki na nowy ośrodek. W Adwencie szkoły i uczelnie mogły ozdabiać choinki „cegiełkowymi” bombkami. Nowożeńcy proszą gości, żeby zamiast kupować dla nich bukiety, wsparli bytomski ośrodek. Nawet codzienną kawę w biurze można pić dla Domu Nadziei. Włączenie się w wykonanie prostych prac przy budowie zadeklarowała już fundacja Habitat for Humanity. Rocznie ośrodek przyjmuje na terapię, trwającą od 9 do 12 miesięcy, około stu pacjentów w wieku 14–21 lat. Terapeuci zauważają, jak w ciągu tych 18 lat zmienia się problem uzależnienia. – Zmieniła się osoba uzależniona. Dzisiaj są to młodzi ludzie, bardziej zaniedbani wychowawczo, niż byli kiedyś. Może wynika to w ogóle z kiepskiej sytuacji rodzinnej. Nasi wychowankowie w większości pochodzą z rodzin rozbitych. Kryzys rodziny jest bardzo głęboko widoczny. Druga sprawa to podwójna diagnoza, czyli współwystępowanie uzależnienia i zaburzeń psychicznych, więc trzeba ich inaczej prowadzić i inaczej podchodzić do nich na terapii – wyjaśnia ks. Bogdan Peć. Ośrodek proponuje też pomoc rodzicom: grupę wsparcia, terapię rodzinną i indywidualny kontakt z terapeutami.

    – Fundacja cały czas się rozwija, pojawiają się nowe formy pomocy. Powstała poradnia, gdzie zajmujemy się różnego rodzaju uzależnieniami. Prowadzimy szkolenia dla nauczycieli i wychowawców, zajęcia profilaktyczne. Grupa osób, do których docieramy z pomocą, powiększa się. To nie jest już tylko stu pacjentów rocznie, którzy trafiają do naszego ośrodka, ale też spora grupa uczniów, nauczycieli, kuratorów – wylicza dyrektor. Przed miesiącem obchodzili rocznicę powstania ośrodka. – Bardzo nas ucieszyło, że przyjechało dużo osób, które kiedyś się tu leczyły – dodaje. – Wśród nich te, które były tu dawno, nawet 18 lat temu. Zobaczyliśmy ich, dowiedzieliśmy się, że jakoś sobie radzą, mają rodziny, dzieci, pracują. To jest nasz sukces, że pomagamy osobom w szczęśliwym życiu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół