• facebook
  • rss
  • Rok na innym kontynencie

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 37/2013

    dodane 12.09.2013 00:00

    Z Agnieszką Kanią, wolontariuszką rozpoczynającą pracę na misjach w Wenezueli, rozmawia Klaudia Cwołek.

    : Czy to Ty znalazłaś Wenezuelę, czy na odwrót?

    Agnieszka Kania: To Wenezuela zapukała do moich drzwi. Do wyjazdu na misje przygotowywałam się w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym w Warszawie. W czasie zjazdów salezjanie podpowiadali nam, że możemy sugerować, na jaki kontynent i do jakiego kraju chcielibyśmy jechać, ale decyzje zostaną podjęte po ocenie naszych umiejętności i potrzeb placówek misyjnych. Powtarzaliśmy sobie, że pojedziemy tam, gdzie Pan Bóg i salezjanie nas wyślą. Mnie akurat przypadła Wenezuela.

    Jak trafiłaś do ośrodka misyjnego?

    Od paru lat rodziło się we mnie pragnienie wyjazdu do dalekiego kraju jako wolontariuszka. Wiedziałam, że istnieje coś takiego jak wolontariat misyjny. Zależało mi, żeby mój wyjazd miał też wymiar duchowy, żeby nie była to misja świecka, ale placówka typowo katolicka. Po skończeniu liceum rozpoczęłam studia w Warszawie. Przeglądając strony internetowe, natknęłam się na Salezjański Ośrodek Misyjny w Warszawie, który był najbliżej mojego nowego miejsca zamieszkania i rozpoczęłam przygotowania do wyjazdu.

    Ile ono trwało?

    Dla osób chcących wyjechać na misje roczne, czyli długoterminowe, wymagane jest roczne przygotowanie. Raz w miesiącu przyjeżdżaliśmy na weekend do ośrodka misyjnego. Wolontariusze mieszkający w Warszawie spotykali się dodatkowo co poniedziałek. Formacja obejmowała różne aspekty. Księża salezjanie dbali przede wszystkim o nasze przygotowanie duchowe. Stale powtarzali nam, że podstawą naszej misji powinna być modlitwa i relacja z Panem Bogiem. Poznawaliśmy również charyzmat salezjański, którego istotą jest radosne przekazywanie wiary najbiedniejszym dzieciom i młodzieży. Oprócz tego mieliśmy też przygotowanie z praktycznej strony: spotkania z psychologiem, lekarzem specjalistą chorób tropikalnych, doradcą życia rodzinnego, a także warsztaty medialne.

    Jak będziesz porozumiewać się z miejscową ludnością?

    Hiszpańskiego zaczęłam uczyć się już w liceum. Teraz jestem na studiach filologiczno-kulturoznawczych, które są połączeniem anglistyki z iberystyką. Wiem, że Wenezuelczycy mówią miejscowym dialektem, dlatego dopiero po przyjeździe zobaczę, jak będzie z porozumiewaniem się w praktyce.

    Czy wiesz już, co będziesz robić?

    Konkretnego przydziału obowiązków jeszcze nie mam. Na placówce w San Félix, dokąd jadę, już od pół roku pracuje moja koleżanka. We wrześniu dołączę do niej, a w październiku dojedzie kolejna wolontariuszka i wtedy ostatecznie dostaniemy przydział obowiązków na cały rok. Na pewno będę pracować z dziećmi i młodzieżą. Podstawą pracy salezjańskiej jest prowadzenie oratorium, pomoc dzieciom w nauce i przybliżanie im Pana Boga przez wspólną zabawę.

    Jak już Wenezuela zapukała do drzwi, to co pomyślałaś?

    Przez bardzo długi czas zastanawiałam się, gdzie tak naprawdę chciałabym jechać na misje: czy bardziej ciągnie mnie w stronę Afryki, typowo misyjnej, czy w stronę Ameryki Południowej, która przez moje zainteresowania jest mi bardzo bliska. Zostawiłam to Panu Bogu. Powiedziałam salezjanom, że gdzie będzie potrzeba, tam pojadę. Placówka, na którą zostałam skierowana, pojawiała się wcześniej w moich myślach. Jak się dowiedziałam, że akurat tam jadę, to odczułam wielki spokój i radość.

    Czego spodziewasz się po tym roku?

    To jest trudne pytanie. Moim podstawowym pragnieniem jest, żeby być tam, w Wenezueli, i całą sobą służyć Bogu i innym ludziom. Poprzez codzienną pracę chcę dawać dobry przykład i przybliżać ludzi do Boga. Mam świadomość, że nadejdą też ciężkie chwile: tęsknota za domem, upały przez cały rok, zmęczenie. Jednak głęboko wierzę, że pełniąc wolę Boga, mogę pokonać wszystkie trudności. Chciałabym, żeby to była Boża misja.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół