• facebook
  • rss
  • Tutaj mam zaplecze

    dodane 05.09.2013 00:00

    Rozmowa z ks. Arturem Chwaszczą, który pod koniec września wyjeżdża na misje do Boliwii.

    Mira Fiutak: Co Ksiądz wie o miejscu, do którego jedzie?


    Ks. Artur Chwaszcza: Wiem tyle, że jest to dżungla. I jest w miarę blisko do Santa Cruz, jednego z większych miast Boliwii, o którym mówią, że jest najbardziej europejskie w Ameryce Południowej. Mówiąc: blisko, mam na myśli tamte odległości, bo to jest około 250 km. Obszar wikariatu apostolskiego Ñuflo de Chávez, do którego jadę, ma 90 tys. km kw. Pracuje tam trzech polskich księży diecezjalnych, są też nasi franciszkanie. Jadę do polskiego biskupa Antoniego Bonifacego Reimanna OFM, pochodzącego z Opolszczyzny. Katedra jest w Concepción i na początku będę tam, żeby poznać kulturę, słownictwo i zwyczaje.


    Ksiądz wybrał sobie to miejsce, czy raczej Boliwia „wybrała” Księdza?


    Kiedy na początku ubiegłego roku planowałem rozmowę z naszym księdzem biskupem, to nie wiedziałem jeszcze, gdzie chcę jechać. Po prostu chciałem pojechać na misje. Światło pojawiło się, kiedy uczestniczyłem w uroczystościach, na których obecni byli franciszkanie z Niemiec, i jeden z ojców powiedział, że mamy przecież swoich biskupów na misjach i warto ich wesprzeć w pracy. Wtedy przypomniał mi się bp Antoni, który przyjmował sakrę biskupią, kiedy ja byłem w seminarium. Bp Jan Kopiec zgodził się na mój wyjazd, a bp Antoni na pracę u niego. Więc od września zacząłem przygotowania w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie.


    Kiedy po raz pierwszy pojawiła się myśl o misjach?


    Już w seminarium. Moja praca magisterska też była związana z tym tematem. To zawsze we mnie było, ale musiałem dojrzeć do ostatecznej decyzji, a lata posługi w diecezji to jest dobre doświadczenie. Zasmakowanie pracy duszpasterskiej w Polsce.


    Co z tych doświadczeń może przydać się w Boliwii?


    Na pewno mocna wiara, która jest tutaj. Chociaż opinie o Kościele, naszym katolicyzmie i wierze są jakie są, to jednak jak jest się pomiędzy ludźmi wierzącymi i modlącymi się, to widać siłę Kościoła. Jadę z taką pewnością, że mam zaplecze modlitwy, która będzie płynęła z Polski i z Niemiec, bo mieszkający tam Polacy też modlą się za mnie.


    Ucieszył się Ksiądz, że został wybrany papież z Ameryki Południowej?


    Radość była wielka, kiedy oglądaliśmy tę relację w Warszawie. A nasza grupa cieszyła się, że znamy już język naszego nowego papieża.


    Od tego momentu bardziej przyglądamy się Kościołowi w Ameryce Południowej.


    Tam jest taka świeżość, której brakuje w Europie. A z drugiej strony poznanie życia innego Kościoła pomaga docenić to, co mamy. Kościół jest jeden, powszechny, ale człowiek, to jak żyje, ma wpływ na jego kształt. Widzenie tych różnic może pobudzić nas do czegoś nowego i odświeżyć to, co już w nas ugruntowane. Dla mnie zawsze bardzo pociągająca była prostota wiary w Ameryce Południowej. Człowiek prosto mówi do Pana Boga, prosto oddaje cześć Matce Bożej i świętym. Ameryka Południowa oparta jest na fundamencie Kościoła hiszpańskiego, uroczyste procesje, strojenie figur... Myślę, że dla ludzi w Boliwii bardzo trudne jest pogodzenie wiary katolickiej z tym, czym żyli ich przodkowie – zwyczajami plemiennymi, obecnością szamanów. W miastach z kolei spotykamy typowe problemy cywilizacyjne – przemoc, rozwiązłość, materializm, obojętność wobec Kościoła.


    Boliwia to kraj w prawie 80 proc. katolicki, a 90 proc. – chrześcijański.


    Tam znają Jezusa i Kościół katolicki, ale nie mają powołań. Nie ma księży, więc posługa misyjna polega na wsparciu duszpasterskim. Ale są też takie wioski, gdzie ksiądz jeszcze nie dotarł, nawet państwo „nie dotarło”. Są miejsca bardziej cywilizowane i te w głębokiej dżungli. Tam, gdzie jadę, też są takie wioski.


    Jak wyglądały przygotowania do wyjazdu w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie?


    Najpierw dziewięć miesięcy nauki języka i formacji duchowej, które były też czasem na przemyślenie decyzji. A potem przez dwa miesiące szlifowałem język w Hiszpanii.


    Jak znajomi i rodzina zareagowali na Księdza decyzję?


    Moja mama powiedziała: my już go wychowaliśmy, poszedł do seminarium i to jest jego życie. Rodzice, odkąd wiedzą, że jadę do Boliwii, oglądają programy misyjne i podróżnicze i sami dostarczają mi szczegółowych informacji. Są spokojni, chociaż na pewno mają też obawy, ale wszyscy wspierają mnie w tej decyzji.


    A czego Ksiądz się najbardziej obawia?


    Nie wiem, czego mogę się obawiać, więc jestem spokojny. Czekam już na ten lot i tam wszystko się okaże. Staram się wchodzić w tamtejszy styl życia. Mówią, że jak Boliwijczyk ma coś zrobić, to powie: mañana, jutro. Ja też bardzo spokojnie do tego wszystkiego podchodzę. To znajomi denerwują się bardziej ode mnie. Jeśli Pan Bóg chce, żebym tam pojechał i tam posługiwał, to zadba też o mnie.
•
Ks. Artur Chwaszcza pochodzi z parafii św. Jadwigi w Zabrzu. Po święceniach w 2005 r. pracował w parafiach Wniebowzięcia NMP i św. Jacka w Bytomiu oraz NMP Matki Kościoła w Gliwicach. Potem w Centrum Formacji Misyjnej przygotowywał się do pracy w Boliwii.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół