• facebook
  • rss
  • Piękna jest ta lina

    Mira Fiutak

    |

    Gość Gliwicki 35/2013

    dodane 29.08.2013 00:00

    Miało być prosto i bez zadęcia. Dlatego wóz, koń, woźnica... i spektakl grany po wioskach.

    Mariusz Kozubek z Gliwic, założyciel Teatru A, który jest twórcą projektu nazwanego Teatr Podróżny, zebrał do niego młodych ludzi z różnych stron Polski, w większości tegorocznych maturzystów. Najpierw spotkali się na warsztatach w Jasionej, a potem ruszyli w trasę po Opolszczyźnie. Projekt jest inny niż dotychczasowe, którymi się zajmował, bo ośmioosobowa grupa pracuje razem przez dwa tygodnie, a potem wszyscy rozjeżdżają się w swoje strony.

    – Pomysł polega na tym, że spotykają się ludzie, większość nie znała się wcześniej, i każdy wkłada do spektaklu to, co potrafi robić najlepiej. A to są naprawdę utalentowani młodzi ludzie, wykształceni muzycznie, związani z teatrem, przygotowani tanecznie – mówi Mariusz Kozubek.

    Ich wspólna opowieść

    Najpierw poprosił, żeby wybrali swoje ulubione fragmenty z Pisma Świętego, które najbardziej do nich przemawiają. – I na bazie tego spróbowaliśmy zrobić jakąś wspólną opowieść. A ze względu na wóz, wioski, plener wiedziałem, że to powinna być prosta, radosna rzecz. W ciągu tego tygodnia jesteśmy cały czas w drodze. W takim rytmie – przyjeżdżamy w jakieś miejsca, schodzimy z wozu, znosimy rekwizyty... Tematem, który najbardziej kojarzy mi się z tym obrazem, jest wesele – wyjaśnia. Powstał więc spektakl „Wesele w Kanie”. – Ale to nie do końca jest wesele w Kanie Galilejskiej, bo ono się zdarzyło na początku, a to nasze jest już trochę z innej perspektywy. My już wiemy, co będzie później i te sprawy nam trochę „wchodzą” w tę ucztę – mówi Mariusz Kozubek. Od strony teatralnej sprawa była prosta, trudniejsze okazały się kwestie logistyczne. Konia wypożyczył Rafał Magiera z Gliwic-Ostropy, wóz – Mieczysław Lipiński z Przysieczy, najtrudniej było z woźnicą. W końcu znalazło się aż troje powożących. – To dla mnie coś zupełnie nowego – mówi Maciej Omylak z gliwickiego Teatru Karola, związany też z Teatrem A. – Zebraliśmy się razem, żeby z tego, co każdy z nas potrafi, złożyć jedną opowieść. Właśnie wróciłem z pielgrzymki do Santiago de Compostela, teraz jestem tutaj... To takie kilka tygodni życia z boku cywilizacji – dodaje. Kinga Matusiak z Olkusza trafiła tu z castingu do zupełnie innego projektu. Od października będzie studiowała logopedię na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie. Na tym samym castingu Mariusz Kozubek wypatrzył Marcina Urbanke z Mysłowic, który od tego roku studiuje na PWST w Krakowie. Kasia Gawlik jest spod Warszawy, właśnie rozpoczyna studia filologiczno-kulturoznawcze na UW. Filip Trela z Otmuchowa, również tegoroczny maturzysta, zaczyna filologię angielską na Uniwersytecie Wrocławskim, a jako absolwent szkoły muzycznej w spektaklu gra i do niego komponuje.

    Jeden pewny posiłek

    Panem młodym w przedstawieniu jest Maciej Trąbka z Krakowa. Występował w wielu spektaklach Teatru A, m.in. zagrał młodego Dawida w rock operze o tym tytule. Tańca uczył się w Krakowskiej Akademii Tańca, a potem w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej w Bytomiu. Właśnie zaczyna teatrologię na UJ, ale już planuje wyjazd do Londynu, gdzie chciałby uczyć się w jednej ze szkół tańca. – Czegoś takiego jak tu jeszcze nie robiłem. To świetna wspólna przygoda dla naszej ósemki – mówi o przedsięwzięciu, w którym uczestniczy. A zajmował się już niejednym, zna wiele kuglarskich sztuk. Między innymi potrafi chodzić po linie, co postanowili wykorzystać w spektaklu. Pannę młodą gra Wera Kryczka z Olsztyna, od października zaczyna studiować rytmikę na Akademii Muzycznej w Gdańsku. Przygotowanie do spektaklu zaczęła od chodzenia na linie. – Uczę się chodzić po wodzie, czyli po tej linie. Wczoraj zaczęłam, dziś udało mi się pięć razy przejść całą długość. To jest trudność, ale też wielka frajda. Jako metafora małżeństwa ta lina jest przepiękna. I jak spadam z niej, to myślę, że tak samo jest w życiu. Kiedyś może w realnym życiu przypomnę sobie, że pomimo różnych porażek dalej chcę wchodzić na tę linę – mówi. Projekt z założenia nie ma być dochodowy. Proboszczów parafii, gdzie występują, prosili tylko o pole do rozbicia namiotów i stajnię dla konia. Najpierw wrzucili do wspólnej kasy pieniądze na swoje utrzymanie. Każdego dnia ktoś z grupy decyduje, czego im potrzeba. Jeśli zbiorą jakieś pieniądze ze spektakli, trafią one do tej kasy, a wszystko, co zostanie, przekażą na Fundację „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Widzowie zostali poproszeni, żeby na przedstawienie przynieśli coś na weselny stół, przy którym potem razem z aktorami będą ucztować. Dlatego na początku całego przedsięwzięcia Mariusz Kozubek zagwarantował grupie jeden pewny posiłek. W czasie występu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół