• facebook
  • rss
  • Modlitwę nieśli nogami

    ks. Waldemar Packner

    |

    Gość Gliwicki 34/3013

    dodane 22.08.2013 00:00

    Niecałe dwa tysiące osób uczestniczyło w 21. diecezjalnej pielgrzymce z Gliwic na Jasną Górę, która trwała 
od 15 do 18 sierpnia.

    Wędrowano w jedenastu grupach. – To dobrze rokuje na przyszłość. Idą z nami pielgrzymkowi weterani, ale więcej jest nowych osób, co cieszy – mówi tuż przed wyruszeniem w drogę ks. Artur Pytel, szef diecezjalnej pielgrzymki.
W grupie porządkowej jest Grzegorz Szymański. Jeden raz uczestniczył jako pielgrzym, od siedmiu lat zajmuje się porządkiem. – To bardzo dużo pracy. Zabezpieczamy trasę i skrzyżowania.

    To duża odpowiedzialność, aby pielgrzymom zapewnić bezpieczną drogę – przekonuje. 
Do Lekarki
Pierwsi pielgrzymi, około 100 osób, wyruszyli z Kuźni Raciborskiej dzień wcześniej, 14 sierpnia. Z Toszka wyszła osobna grupa, która z pielgrzymami połączyła się w Tworogu, podobnie grupa czarna, która do Tworoga dochodzi z Tarnowskich Gór. Grupa szara z Lublińca dołączyła do pielgrzymów w Boronowie. Pierwszy nocleg jest w Tworogu (z Gliwic 36 km), kolejny nocleg, po pokonaniu 28 km, w Boronowie. Z tej miejscowości do celu – Jasnej Góry – jest już 26 km. Pielgrzymka zakończyła się w sobotę Eucharystią o godz. 15.
Sabina Kraim pochodzi z Pyskowic, w pielgrzymce debiutuje. Ma 23 lata, studiuje pielęgniarstwo. – Wiele słyszałam o pielgrzymce, w końcu się zdecydowałam. Mam nadzieję, że nogi dopiszą – mówi przed gliwicką katedrą. Danuta Zdunek również pochodzi z Pyskowic, idzie szósty raz. – Mam szczególne intencje. Idę, aby modlić się o to, co leży głęboko w sercu – opowiada D. Zdunek. Wcześniej siedem razy uczestniczyła w pielgrzymce podlaskiej, która na Jasną Górę idzie 12 dni i ma do pokonania 400 km. Barbara Osadnik pierwszy raz idzie w pielgrzymce gliwickiej, wcześniej wiele razy pielgrzymowała z rodzinnych Pionek. Do Częstochowy szli aż 9 dni. O modlitwę prosiło ją wielu sąsiadów, a rodzina wspierała ją duchowo. Magdalena i Artur Miłoszowie mieszkają w Knurowie, w gliwickiej pielgrzymce idą po raz drugi. – Rok temu namówił nas kuzyn. Tak nam się spodobało, że w tym roku chcieliśmy iść ponownie – mówią małżonkowie z siedmioletnim stażem. Agnieszka i Krzysztof Cieślowie mieszkają w Gliwicach, mają trójkę dzieci. – Teraz zajmują się nimi babcie, a my wyruszamy się modlić. Boli mnie bardzo kręgosłup, idę w intencji zdrowia do najlepszej Lekarki – mówi Agnieszka. Marta Rabiej i jej brat Paweł idą trzeci raz. – Podoba nam się młodość i radość pielgrzymów, to pociąga – mówią przed gliwicką katedrą, gdzie odprowadzili ich rodzice. 
Zawsze 
w drodze
Od samego początku w pielgrzymce uczestniczy ks. Henryk Bardosz z Zabrza, który organizował pielgrzymkę w pierwszych latach od powstania diecezji. – Teraz idę jako pielgrzym. Mam wiele spraw do omodlenia, więc z tymi intencjami wyruszam w drogę – mówi. Ks. Sebastian Bensz pieszo pielgrzymuje od 15 lat, jest w grupie porządkowej. – My naprawdę dużo najeździmy się samochodami, aby pielgrzymi mogli bezpiecznie dojść do Częstochowy – zaznacza. 
Mszy w uroczystość Wniebowzięcia NMP w gliwickiej katedrze przewodniczył ks. inf. Konrad Kołodziej. – Wniebowzięcie Maryi i początek pielgrzymki to wymowny znak. Przypomina nam, że pielgrzymami jesteśmy nie tylko trzy dni, ale całe życie, a naszym celem jest właśnie niebo – podkreślił ks. Kołodziej. Dodał, że ważne są trzy sprawy: zgodzić się z wolą Boga, mieć otwarte serce dla każdego człowieka oraz kochać Eucharystię. – Tego właśnie uczy nas wniebowzięta Maryja – zakończył ksiądz infułat.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół