• facebook
  • rss
  • Pomóż wpuścić światło

    ks. Waldemar Packner 


    |

    Gość Gliwicki 33/2013

    dodane 15.08.2013 00:00

    Dom Pomocy Społecznej w Nakle Śląskim, który od 1954 roku prowadzą boromeuszki, wygląda czysto i schludnie. Ale od tego roku na remonty i inwestycje z otrzymywanych na mieszkańców dotacji nie można przeznaczyć ani złotówki.

    W domu mieszka 60 osób – chłopców i mężczyzn – z upośledzeniem umysłowym i fizycznym, bywa, że znacznym. – Są u nas mężczyźni, którzy mają ponad 60 lat, z czego pół wieku spędzili w naszym domu. Robimy wszystko, aby czuli się tu jak najlepiej – mówi s. M. Stefana Pudzisz, boromeuszka, od trzech lat dyrektor DPS w Nakle Śląskim.
Dom, choć liczy ponad wiek, jest nowoczesny i dostosowany do potrzeb tego typu placówki.

    Pensjonariusze mieszkają w czystych pokojach – jedno-, dwu- lub trzyosobowych. Do ich dyspozycji jest 45 pracowników, w tym pięć sióstr zakonnych, jedna jest na emeryturze. Problemy? Oczywiście, te finansowe.
Od łazienek po strych
Od tego roku dotacje, które otrzymuje DPS, nie mogą być wykorzystane na remonty i inwestycje związane ze zwiększeniem komfortu przebywania w nim. – Ponad 60 proc. otrzymywanych dotacji idzie na wynagrodzenia naszych pracowników, dlatego szukamy pieniędzy na inwestycje, które mają ułatwić życie naszym mieszkańcom – wyjaśnia siostra dyrektor. Z jednego procenta odpisu podatkowego w ubiegłym roku DPS w Nakle otrzymał 7 tys. zł. To jest jakaś pomoc, ale na poważniejsze prace nie wystarczy. Z tych pieniędzy została doposażona sala rehabilitacyjna, kupiono nagłośnienie na występy podopiecznych, ale na planowane remonty to nie wystarcza.
W planach sióstr są trzy inwestycje. Pierwsza to remont łazienek i dostosowanie ich do potrzeb osób niepełnosprawnych. W pokojach są odnowione łazienki, jednak dwie domagają się kapitalnego remontu. Druga inwestycja dotyczy adaptacji strychu domu na potrzeby mieszkańców. – W tej chwili jest on niewykorzystany, choć dach pokryto solidną blachą. Pod dachem jest powierzchnia, którą można zaadaptować na potrzeby mieszkańców, ale na to potrzeba oczywiście pieniędzy – wyjaśnia s. M. Stefana Pudzisz. Siostry chciałyby tam urządzić m.in. salę doświadczania światła. – Mamy wiele mężczyzn z głębokim upośledzeniem, wielu jest z autyzmem. Taka sala, wyposażona w szereg urządzeń stymulujących bodźce wizualne, mogłaby bardzo pomóc naszym podopiecznym – opowiada siostra dyrektor. Dodaje, że te plany nie mogą być zrealizowane bez pomocy dobroczyńców.
Pracownicy DPS-u chcieliby też większych wynagrodzeń. Siostra Stefana mówi, że rozumie oczekiwania swoich pracowników – kucharek, terapeutów, pielęgniarek, opiekunów – ale w obecnej sytuacji jest to trudne do zrealizowania. Nie pozwala na to skromny budżet placówki.
W planowanych przez siostry inwestycjach pomogłyby i bezpośrednie darowizny, jak również zapłacone faktury, przekazane materiały budowlane oraz odpisy z jednego procenta.
Dobry książę
Mieszkańcy podzieleni są na trzy grupy. Każda ma zajęcia z innymi terapeutami, w osobnych pomieszczeniach. Pokoje, w których mieszkają, są kolorowe, przytulne, ozdobione rysunkami na ścianach i zdjęciami. – Staramy się robić wszystko, aby nie czuli się tu pensjonariuszami, ale by mieli przekonanie, że to jest ich dom – podkreśla s. M. Stefana Pudzisz. – Tu jest lepiej niż w domu – twierdzi Filip z Siemianowic, w DPS zaledwie od miesiąca. Podobnie mówi Oskar z Będzina. Był wcześniej w innej placówce, ale tej prowadzonej przez siostry nie może się nachwalić.
Siostry boromeuszki są w Nakle od 1899 roku. Sprowadził je książę Łazarz Henckel von Donnersmarck, aby prowadziły sierociniec dla dzieci, których ojcowie ponieśli śmierć w jego licznych kopalniach. Siostry boromeuszki prowadziły również przedszkole, szkołę gospodarstwa domowego, odwiedzały i pielęgnowały chorych w Nakle. Warto podkreślić, że książę Donnersmarck wybudował sierociniec tuż obok swego okazałego pałacu, nazywanego „śląskim Wersalem”. W 1954 roku ówczesne władze podjęły decyzję, aby dom dziecka zamienić na zakład specjalny dla chłopców upośledzonych umysłowo, a dotychczasowi wychowankowie zostali przejęci przez państwowe zakłady wychowawcze.
Każdy, kto chciałby pomóc siostrom z Nakła Śląskiego, może kontaktować się z siostrą dyrektor, dzwoniąc pod numer (32) 284 32 34 lub mejlowo: dpsnaklo@wp.pl. Więcej informacji na: dompomocy.sgl.pl.

    
Galeria zdjęć na: gliwice.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół