• facebook
  • rss
  • Wychodzenie z konwenansów

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 32/2013

    dodane 08.08.2013 00:00

    – Spotkanie z kulturą latynoamerykańską pozwoliło nam zrozumieć, dlaczego papież Franciszek jest taki otwarty i tak skraca dystans między ludźmi – mówi ks. Artur Pytel, organizator gliwickiego wyjazdu do Rio.

    Cała 30-osobowa grupa młodzieży z dwoma księżmi (był jeszcze ks. Marek Mania z parafii w Zabrzu-Helence) jest już w Polsce. Choć wyjechali razem, wracali – jak wcześniej zaplanowali – w trzech turach. Nieprzewidzianych i niebezpiecznych niespodzianek w czasie całego pobytu (oprócz kradzieży jednego plecaka) nie było. Organizatorzy i rodzice odetchnęli więc z ulgą, bo przecież podróż daleka, pobyt długi i kontynent inny. A ludzie?

    Najpierw gościnność

    – Dla wielu grup zaskoczeniem była otwartość mieszkańców Rio i to, że przyjęli nas na noclegi do domu – mówi ks. Artur. Wiadomo było, że w São Paulo, gdzie spędzili pierwszą część spotkania, będą przyjmowani w rodzinach. Natomiast nie liczyli na to, że także mieszkańcy Rio przy najeździe tłumów młodzieży otworzą swoje drzwi. Choć świat na drugiej półkuli jest inny, dogadywali się z powodzeniem i na wszelkie możliwe sposoby. – Jak powiedział proboszcz parafii św. Klary w São Paulo, mieliśmy cztery języki: portugalski, polski, angielski i język serca. Ten ostatni najważniejszy, trochę „ręczny”, w którym najszybciej osiągaliśmy porozumienie. To wymagało otwartości z dwóch stron – opowiada ks. Artur.

    Porządkowanie wrażeń

    Powrót do domu odbył się przez Londyn. Prosto z lotniska w Pyrzowicach do naszej redakcji razem z ks. Arturem przyjechała kilkuosobowa delegacja ostatniej wracającej grupy. Wszyscy są z Gliwic. – Całe Światowe Dni Młodzieży były tematem misyjnym, to było dla mnie takim bardzo mocnym znakiem i przeżyciem – mówi Agnieszka Kania z parafii św. Antoniego. We wrześniu wyjeżdża na roczny wolontariat misyjny do Wenezueli i jest zakochana w kulturze latynoskiej. – To, co najbardziej zapamiętałam, to trzy wskazówki dla dobrego misjonarza, że jego życie musi się opierać na sakramentach, modlitwie i pomocy innym – mówi. Magdalena Wizner z parafii Wszystkich Świętych wspomina chłopaka z São Paulo, który przed ich przyjazdem kilka miesięcy nie był w kościele, a teraz dzięki nim do niego wrócił. Przyjęcie młodzieży spowodowało też, że tamtejsza parafia bardziej się zżyła. – Wydaje mi się, że to jest czymś niesamowitym i ważnym, jednym z większych owoców. Oni nam wiele dali, ale my też pomogliśmy im na nowo spotkać się w kościele – zauważa. – Światowe Dni Młodzieży chyba trochę pomogły mi, taką mam nadzieję, zwalczyć lęk przed podjęciem odpowiedzialności, przed zmierzeniem się z życiem, żeby świadczyć o Panu Jezusie – mówi z kolei Jan Szydło z parafii Podwyższenia Krzyża Świętego. – Dla mnie jest to o tyle ważne, że kończę studia prawnicze i zamierzam kontynuować edukację w tym kierunku. To takie miejsce, w którym można zarówno dużo dobrego, jak i dużo złego zrobić człowiekowi. A Pana Boga i wartości jest tam czasami troszkę za mało – uważa.

    Brazylijskie emocje

    Przez całą naszą rozmowę przewija się oczywiście temat odmiennej kultury, innego podejścia do rzeczywistości, żywiołowego przeżywania religijności. – Organizacja była iście latynoska – mówi Magdalena. Trudna dla Europejczyków, przyzwyczajonych do większego uporządkowania, planowania i kontroli. – Wszystko w końcu było na chwałę Pana i to jest chyba najważniejsze – podsumowuje. – Zawsze jakieś mankamenty organizacyjne są. Doświadczyliśmy niezwykłej energii wspólnych spotkań. W naszym odbiorze one czasem graniczyły z fanatyzmem, szczególnie młodzieży z Ameryki Łacińskiej, ale było to też coś, co się nam udzielało – ocenia ks. Artur. – Spotkanie z kulturą latynoamerykańską pozwoliło nam zrozumieć, dlaczego papież Franciszek jest taki otwarty i tak skraca dystans między ludźmi. Momentami było to bliskie absurdu, bo pod względem bezpieczeństwa totalnie łamało zasady, ale nam pozwoliło zrozumieć, czym ta otwartość Franciszka jest. – W tej spontaniczności brazylijskiej nam brakowało jednak ciszy – mówi Jan Szydło, który o tych różnicach miał okazję rozmawiać z grupą francuską. – Każdy to inaczej odbierał, ale dla nas za dużo czasem było tego klaskania. A czasem pozwalało nam to wyjść z pewnych konwenansów, gdy drugiemu zamiast ręki podajemy koniec palca. Paradoksalnie ta „brazylijskość” ubogaciła mnie, ale też uświadomiła, że my, w naszym polskim czy europejskim przeżywaniu, mamy tę subtelność, o którą też musimy zadbać – uważa. Co dalej? Na 10 sierpnia zaplanowane zostało spotkanie podsumowujące wyjazd. Ks. Artur Pytel liczy na to, że cała grupa zaangażuje się w przygotowania ŚDM w Krakowie w 2016 roku. Na razie nie wiadomo, w jakiej roli Komitet Organizacyjny widzi diecezję gliwicką, jednak młodzi już przygotowują swoje domy na przyjęcie pielgrzymów, szczególnie przyjaciół z Brazylii.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół