• facebook
  • rss
  • Pod parasolem Kościoła


    Bogusław Tracz


    |

    Gość Gliwicki 28/2013

    dodane 11.07.2013 00:00

    Tygodnie i Dni Kultury Chrześcijańskiej organizowane w latach 80. na Górnym Śląsku 
były prawdziwym fenomenem popularyzacji kultury niezależnej.

    Na Górnym Śląsku w czasach PRL-u długo rzucano kłody pod nogi przedstawicielom środowisk twórczych i naukowych, którzy deklarowali związki z Kościołem.


    Najpierw Gliwice


    Paradoksalnie zmianę przyniosło wprowadzenie stanu wojennego. Kiedy okazało się, że władze uniemożliwiają swobodną dyskusję i ekspresję artystyczną, Kościół rozłożył parasol nad twórcami, którzy odmówili współpracy z instytucjami finansowanymi przez państwo.

    Na Górnym Śląsku jako pierwsze wybiły się Bytom, Gliwice i Zabrze.
Początkowo najwięcej działo się w Gliwicach, głównie dzięki ks. Janowi Siemińskiemu i ks. Herbertowi Hlubkowi. Pierwszy z nich, redemptorysta i proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Gliwicach, na początku stanu wojennego zorganizował gliwickie Duszpasterstwa Ludzi Pracy. Drugi był diecezjalnym duszpasterzem akademickim, który już od połowy lat 70. organizował spotkania i prelekcje, a dzięki niemu do Gliwic przyjeżdżali regularnie: Zdzisław Szpakowski, ówczesny szef działu historycznego pisma „Więź”, filozof Krzysztof Michalski i ks. Józef Tischner.
Urządzane
od 1983 roku gli-
wickie Dni Kultury Chrześcijańskiej z bie-
giem czasu stały się imprezą masową. W spektaklach, koncertach i spotkaniach uczestniczyli mieszkańcy Zabrza i Bytomia, a nawet dalej położonych miejscowości.
Gliwicom pozazdrościli bytomianie i już w październiku 1984 r. zorganizowano tam pierwszy Tydzień Kultury Chrześcijańskiej. Zainaugurowano go w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego, w jego organizację zaangażowany był o. Henryk Masny. Mszę świętą celebrował wtedy ks. Jerzy Popiełuszko. W homilii zwrócił się do wiernych: „Musimy nauczyć się odróżniać kłamstwo od prawdy. (...) Nie jest to łatwe w czasach, o których powiedział współczesny poeta, że nigdy jeszcze tak okrutnie nie chłostano grzbietów batem kłamstwa i obłudy”.
Wiosną 1985 roku twórców i ludzi nauki gościły po raz pierwszy świątynie w Zabrzu. W przygotowania zaangażowani byli przede wszystkim ks. Józef Kusche i ks. Paweł Pyrchała.


    Raporty i szykany


    Wszystkie Tygodnie i Dni Kultury Chrześcijańskiej były „zabezpieczane operacyjnie” przez SB. Najpierw uzyskiwano, przeważnie za pomocą agentury, dokładne informacje dotyczące planowanych imprez, zaproszonych uczestników, gości itd. Potem każdego dnia spisywano dokładne raporty z przebiegu spotkań, które następnie opracowywano i przesyłano do władz miejskich oraz wojewódzkich. Rejestrowano (najczęściej na magnetofonach) kazania i wystąpienia. Te, które funkcjonariusze SB uznali za szczególnie ważne dla operacji lub godzące w „socjalistyczne zasady państwa i ustroju”, przepisywano na maszynie i dołączano do akt – na wypadek wszczęcia postępowania prokuratorskiego.
W nielicznych przypadkach starano się zastraszyć organizatorów lub uniemożliwić gościom udział w imprezie, np. zatrzymując pod byle pretekstem samochód. Zdarzało się, że prelegenci czy artyści nie dojeżdżali na miejsce; jak w styczniu 1984 r., kiedy SB aresztowało Tadeusza Mazowieckiego, który jechał na spotkanie w krypcie katowickiej katedry Chrystusa Króla. Wykładowca został zatrzymany w pociągu i umieszczony w areszcie śledczym w Sosnowcu. Zwolniono go dopiero dzień później. Z kolei w październiku 1985 r. funkcjonariusze MO i SB próbowali nastraszyć osoby jadące na imprezy w ramach kolejnego Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej, legitymując i zatrzymując przypadkowych przechodniów, którzy popołudniami spacerowali po mieście.


    Spotkania wielu


    Oferta większości Dni i Tygodni obejmowała wernisaże i wystawy sztuk pięknych, spotkania autorskie, recytacje poezji, spektakle teatralne, koncerty, wykłady, odczyty i dyskusje panelowe o bardzo różnej tematyce. Dominowały teologia, nauczanie papieskie i katolicka nauka społeczna. Nie zabrakło miejsca dla filozofii, etyki i szeroko pojętej humanistyki. Największym powodzeniem cieszyły się jednak tematy społeczne i historyczne. Mówiono o prawach człowieka, demokracji, wolnościach obywatelskich, alkoholizmie i narkomanii, czy degradacji środowiska naturalnego. Na wykładach historycznych dominowały tzw. białe plamy, czyli tematy nieistniejące, najczęściej z przyczyn cenzuralnych, w oficjalnym obiegu, jak stosunki polsko-rosyjskie i polsko-sowieckie (pakt Ribbentrop-Mołotow, Katyń, Polacy w Związku Sowieckim), tematy związane z II wojną światową i z losami jej uczestników w latach powojennych.
Były to faktycznie „spotkania wielu”: wierzących z niewierzącymi, intelektualistów z robotnikami, artystów z ludźmi, którzy w innych warunkach zapewne nigdy nie zwróciliby uwagi na ich twórczość. Imprezy organizowane w licznych świątyniach skutecznie łamały monopol komunistycznego państwa w dziedzinie kultury.
Autor jest historykiem, pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół