• facebook
  • rss
  • Rozumie ból twojego serca

    Mira Fiutak

    dodane 03.07.2013 00:05

    Mieszkańcy Lublińca pielgrzymowali do Lubecka. Zawsze przychodzą tu 2 lipca, tak jak ślubowali ich przodkowie.

    Wyruszają z parafii św. Mikołaja w Lublińcu i idą pieszo do sanktuarium Matki Bożej Lubeckiej. – Już ponad 160 lat na to wzgórze 2 lipca przybywacie wy, pątnicy z Lublińca, by dziękować jak to czynili wasi przodkowie za uratowanie od zarazy, która w połowie XIX wieku tutaj panowała – powiedział, witając pielgrzymów, ks. Andrzej Bartysiewicz, proboszcz parafii w Lubecku i kustosz tutejszego sanktuarium. – Przybywacie, by podtrzymać ten ślub, ale na pewno też z różnymi sprawami, które każdy ma w sercu. Jako dzieci do Matki, wiec przychodzicie podzielić się i radościami, i smutkami.

    Ślubowana pielgrzymka parafii lublinieckich ma długą tradycję. W 1847 roku ziemię tę dotknęła klęska głodu i zarazy. Wtedy to właśnie jej mieszkańcy zwrócili się o pomoc do Matki Bożej i obiecali pielgrzymować do niej. Obietnicy tej wierni są do dzisiaj. Zawsze 2 lipca idą z Lublińca do Lubecka, niezależnie od pogody i dnia tygodnia.

    Eucharystii odprawionej przy ołtarzu polowym, gdzie zawsze tego dnia przenoszony jest z kościoła obraz Matki Bożej Lubeckiej, przewodniczył ks. Konrad Mrozek, dziekan dekanatu lublinieckiego.

    –  Maryja jako Matka została nam dana przez Jezusa w tej najtrudniejszej chwili Jego życie, kiedy umierał na krzyżu – powiedział w homilii o. Marcin Szwarc, oblat z Lublińca. I przypomniał, że Jej wsparcia najbardziej potrzebujemy, kiedy zmagamy się ze swoimi słabościami i grzechami, widzimy swoją bezradność i nieudolność. A szczególnie kiedy doświadczamy największych życiowych trudności, przeżywamy dramaty. –  Maryja jest tą, która w dramatach naszego życia nieustannie nam towarzyszy. Doskonale rozumie ból twojego serca, jeżeli utraciłeś kogoś bliskiego. I jest też tą, która w takiej chwili wlewa w twoje serca nadzieję. Bywają też w naszym życiu sytuacje po ludzku patrząc beznadziejne, kiedy przychodzimy do Pana Boga i rozkładamy bezradnie ręce. I wtedy tez Ona przychodzi ze swoim wsparciem – stwierdził o. Szwarc. I podał przykład Filipin, kiedy w 1986 r., w kraju stojącym w obliczu wojny domowej, dwa miliony ludzi wyszły na ulicę z różańcami w ręku. Na prośbę kardynała Sina, żeby modlić się o ocalenie uwięzionych, którym groziła śmierć za sprzeciwienie się dyktaturze generała Ferdinanda Marcosa. I Bóg odpowiedział na tę modlitwę przez Maryje. Armia odwraca się od prezydenta, a konflikt zostaje rozwiązany bez przelewu krwi. 


     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół