• facebook
  • rss
  • Był piękny las

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 26/2013

    dodane 27.06.2013 00:00

    Społeczeństwo. Dawny Schönwald przestał istnieć. Wiele lat po ucieczce mieszkańców przed wojskiem sowieckim, wysiedleniu i wymordowaniu około 120 osób, pamięĆ o nim jest żywa, a na otwarcie wystawy o dawnych dziejach przybyły tłumy.

    Wśród gości w Willi Caro 16 czerwca byli schönwaldzianie z Niemiec i osoby kultywujące ich tradycje. – Pamięć Schönwaldu i ta szczególna wioska, której dzieje chcemy opowiedzieć dzisiaj, przetrwała nie tylko dzięki wam i waszemu poczuciu wspólnoty i specyfice, ale także dzięki temu, że byliście bardzo blisko Kościoła, bardzo szczególnymi ludźmi wiary – mówił Grzegorz Krawczyk, dyrektor Muzeum w Gliwicach. Podczas tzw. Dnia Schönwaldzkiego przedstawiony został projekt, na który składają się między innymi wystawa i publikacja o wiosce, którą wojska sowieckie wkraczające na tereny Górnego Śląska potraktowały wyjątkowo brutalnie.

    – Pracując w Dziale Etnografii Muzeum w Gliwicach, spotkałam się z przedwojennymi zdjęciami Schönwaldu, których jest kilkaset, i to było główną inspiracją do zrealizowania tej wystawy – mówiła Bożena Kubit, kuratorka ekspozycji i współautorka książki, którą przygotowała razem z Joanną Oczko, dzięki której rozwinięte zostały kontakty ze stroną niemiecką. Pomagał w nich m.in. Herbert Konietzke z Arbeitskreis Schönwald, który też przyjechał do Gliwic i zachwalał wystawę: – Z jednej strony jest to ważny wkład w utrzymanie pamięci o Schönwaldzie tutaj, w regionie, a z drugiej strony jest to także ważny krok na drodze do pojednania narodów – mówił.

    Oryginalność z Frankonii

    W dziejach Schönwaldu (niem. piękny las) jest wiele rzeczy szczególnych i wyjątkowych. To wioska (dziś dzielnica miasta), oddalona o 4 km od Gliwic, którą mieszkańcy opuszczali w popłochu w styczniu 1945 roku (jechali do Austrii, Czech i Niemiec), a później byli już przymusowo wysiedlani. Około 120 osób wojska sowieckie wymordowały. W wyniku pobicia w obozie zmarł także proboszcz Edgar Wolf. Miejscowość po wojnie zmieniła nazwę na Bojków i została zaludniona przesiedleńcami z centralnej Polski (głównie okolic Olkusza) i Kresów. Schönwaldzianie byli sprowadzeni na Górny Śląsk z Frankonii w XIII wieku przez cystersów z Rud Raciborskich i zachowali swoją odmienność przez wszystkie siedem wieków – w strojach, mowie i zwyczajach. W przeciwieństwie do mieszkańców okolicznych wsi byli to ludzie wolni, ich gospodarstwa były dziedziczne i nie podlegali sądownictwu książęcemu, ale klasztornemu. Przez lata wytworzyli swoją własną tradycję. Mężczyźni zajmowali się furmaństwem, a kobiety haftem. W wiosce działała w XX wieku znana izba hafciarska, która produkowała wiele haftów na sprzedaż – okładki książek, torebeczki, zakładki... Hafty były sygnowane specjalnymi znaczkami i ich koszt zależał od popularności autorki. Dzieła te były na tyle cenione, że zamówiono tutaj wyhaftowanie kurtyny do remontowanego Teatru Miejskiego w Gliwicach o rozmiarach 9 na 16 metrów. Hafciarki początkowo nie chciały podjąć się tak wielkiego zadania, ale w końcu zdecydowały się i powstało dzieło, o którym na początku 1944 roku rozpisywały się gliwickie gazety. Niestety, kurtyna w styczniu 1945 roku podzieliła los całego teatru, czyli spłonęła, zniszczona przez wojska sowieckie. Jej rekonstrukcję (niestety, tylko w czarno-białych kolorach, bo nie zachowała się żadna dokumentacja o zastosowanych barwach) można zobaczyć na wystawie. Ciekawostką w dziejach schönwaldzkiego haftu jest też to, że zmiana tła z białego na czarny związana była z... przebudową kościoła. Na białych ubraniach szybko widać było brud, więc wybrano kolor bardziej praktyczny. Przedtem tradycyjny haft był czarny na białym tle.

    Trzy izby i multimedia

    Wystawę o Schönwaldzie, w ciekawej aranżacji plastyka Tomasza Kokotta, otwiera dawna mapa, na której pokazano położenie miejscowości i jak się ono miało do przedwojennej granicy polsko-niemieckiej. Na początku oprowadzania Bożena Kubit podkreśliła, że w okresie międzywojennym granica wsi była jednocześnie granicą państwową, co miało ogromne znaczenie, zwłaszcza w 1945 roku. „Wejściu do wsi” – jak określiła zwiedzanie – towarzyszy słyszany w tle śpiew schönwaldzki. Pierwsze spojrzenie pada na szyld i powiększenia zdjęć schönwaldzian z przedwojennych szklanych klisz. Prawie 200 fotografii z archiwum Muzeum w Gliwicach dotyczące wioski można z kolei oglądać w kiosku multimedialnym. W następnym pomieszczeniu ze słuchawek da się posłuchać dialektu schönwaldzkiego oraz zobaczyć sprowadzony z Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie jeden z trzech, nakręconych w latach 30. XX wieku, filmów o Schönwaldzie. Przedstawia on wesele w tej miejscowości, które miało odmienne obrzędy niż w okolicznych wsiach. Multimedialne rozwiązania wykorzystano także w trzeciej sali, gdzie na monitorze można się zapoznać z relacjami osób, które pamiętają tragiczne losy miejscowości. Na wystawie znalazło się także wiele innych eksponatów pozyskanych od różnych instytucji i osób prywatnych z kraju i zagranicy.

    Do postudiowania

    Otwarciu wystawy towarzyszyła też promocja związanej z nią książki „Schönwald – wieś z przeszłości” autorstwa Joanny Oczko i Bożeny Kubit. Choć publikacji o tej wyjątkowej wiosce powstało już całe mnóstwo (także na wystawie można zobaczyć wydania przedwojenne), ta jest pierwszą dwujęzyczną, polsko-niemiecką. – Starałyśmy się w możliwie przejrzysty i przystępny sposób wytłumaczyć, skąd schönwaldzianie w ogóle znaleźli się pod Gliwicami, opisać przepiękny strój ludowy, zupełnie niezwykłe zwyczaje i tradycje czy sztukę hafciarską, która przed II wojną światową była znana daleko poza granicami Górnego Śląska. Myślę, że bardzo dużą zaletą tej książki jest materiał ilustratorski, na który składają się naprawdę przepiękne zdjęcia ze zbiorów Muzeum w Gliwicach, ale także ze zbiorów osób prywatnych – mówiła Joanna Oczko. Załączono w niej obszerną bibliografię i listę osób oraz instytucji, dzięki którym publikacja i wystawa mogły powstać. Jak bardzo historia Schönwaldu pasjonuje ludzi, można było się też przekonać na wykładzie Sebastiana Groisa, doktoranta Uniwersytetu im. Goethego we Frankfurcie nad Menem, który opowiadał o historii wioski, zapisanej w nazwiskach. Były też inne atrakcje – koncert chóru Arbeitskreis Schönwald, pokaz haftu czy plecenia schönwaldzkeigo warkocza. Wystawa, przygotowana pod honorowym patronatem Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej, będzie czynna w Willi Caro przy ul. Dolnych Wałów w Gliwicach do połowy października.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół