Gość Bielsko-Żywiecki 08/2018 Archiwum

Przebywaliśmy ze świętym

Ks. Franciszek Blachnicki prowadził tam 59 lat temu pierwsze rekolekcje oazowe dla ministrantów. Nikt wtedy nie podejrzewał, że właśnie rozpoczyna się tak wielkie dzieło.

Rekolekcje odbywały się w budynku, gdzie dawniej mieściła się szkoła. 8 czerwca odsłonięta została tam pamiątkowa tablica. Na uroczystość przyjechali członkowie Ruchu Światło–Życie z diecezji gliwickiej, ale również archidiecezji katowickiej i częstochowskiej oraz diecezji opolskiej i sosnowieckiej. Była też siostrzenica sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. – W tak niepozornych miejscach zaczynają się wielkie dzieła – powiedział ks. Marek Olekszyk, moderator diecezjalny ruchu. – Chcemy dziś podziękować za to, że ks. Blachnicki, szukając dróg rozbudzenia wiary, był otwarty na tak odważne kroki.

W przygotowaniu tej pierwszej oazy pomagał Andrzej Bulanda. Miał wtedy 16 lat. – To był człowiek z taką charyzmą, że nie można mu było niczego odmówić. Jak coś trzeba było zrobić, to się robiło. Nie było słów: nie mam czasu, nie chce mi się – mówi o ks. Blachnickim. – On ukształtował nas duchowo na całe życie. Kiedy znalazł się szpitalu z gruźlicą, już po wielu przejściach, mój ojciec, który był lekarzem, powiedział do nas: pamiętajcie, o nim będzie kiedyś głośno. Na uroczystość do Bibieli przyjechało też dwóch uczestników tej ministranckiej oazy. Jerzy Bindacz był wtedy najmłodszy, miał 7 lat. Tuż przed wyjazdem ks. Blachnicki zaproponował mu, żeby został ministrantem i był nim aż do matury. – Był bardzo staranny w podejściu do liturgii. Bardzo mocno ją przeżywał. I wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Zawsze widziałem go z brewiarzem – wspomina. Do dziś w swojej parafii jest lektorem i kantorem oraz prezesem parafialnego oddziału Akcji Katolickiej. Ministrantem u ks. Blachnickiego był też Henryk Nawrat. – Pierwsza Msza była już o szóstej, a w kościele trzeba było być wcześniej, żeby się przygotować – mówi. Wspominają Pasję według św. Jana wystawianą w kościele, wtedy zupełnie nowatorskie przedsięwzięcie. Chociaż w parafii św. Jerzego w Rydułtowach ks. Blachnicki był proboszczem krótko, w latach 1953–1954, to do dziś jego dawni ministranci spotykają się w rocznicę jego śmierci. Mówią, że mieli zaszczyt przebywać ze świętym człowiekiem. Ks. Adam Wodarczyk, moderator generalny Ruch Światło–Życie, przypomniał, że oaza odbywała się w trudnych dla Kościoła latach 50. Zorganizowanie takich rekolekcji było wyrazem odważnej wiary, w dodatku bez wystarczających środków materialnych. Przytoczył też badania z 2008 roku przeprowadzone przez jedną z pracowni, z których wynika, że na przestrzeni 50 lat przez Ruch Światło–Życie przewinęło się ponad 2 miliony osób. Ks. Wodarczyk przypomniał też słowa ks. Blachnickiego wypowiedziane na dwa miesiące przed śmiercią, podczas ostatniej nauki ostatnich rekolekcji, które głosił. – Powiedział wtedy, że patrząc na całą dynamikę Ruchu, można stwierdzić, że z całą pewnością będzie on w pełni dojrzały do realizacji swojego zadania na początku XXI wieku. Jeżeli on to powiedział, to jest to dla nas wskazanie do ożywiania Kościoła w naszych czasach. Zobowiązanie do tego, abyśmy jako duchowi spadkobiercy odważnie podejmowali jego drogę – zauważył. Eucharystii w kościele pw. Matki Bożej Fatimskiej przewodniczył bp Jan Kopiec. Przypomniał, że czasem w przeszłości, jako ludzie wierzący, odpłacaliśmy wrogom tym samym, to znaczy oporem i wskazywaniem ich słabości. – Takie dzieła nie utrzymują się i one nie przetrwały. Natomiast propozycja, jaką zostawił nam sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki, to coś pozytywnego, to budowanie i wzmacnianie od wewnątrz. I takie dzieło przetrwa – powiedział biskup gliwicki. Spotkanie było też rozesłaniem przed letnimi rekolekcjami. W tym roku odbędzie się 16 turnusów, 10 dla dzieci i młodzieży oraz 6 dla członków Domowego Kościoła.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy