• facebook
  • rss
  • Głupi dla Boga

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 16/2013

    dodane 18.04.2013 00:00

    Ewangelizacja. Wielka misja na placu w Zabrzu – w kolejne niedziele wielkanocne przed Platanem głoszona jest Ewangelia. Jak to wygląda?

    Ewangelizację organizuje Droga Neokatechume- nalna. – Przed dzisiejszym spotkaniem rozno- siliśmy prawie 10 tys. ulotek i ludzie byli zaskoczeni. Mówili nam, że to jest niemożliwe, że katolicy będą głosić coś na temat Boga i tego, jak przeżywają wiarę – przyznaje Kazimierz Frączek, który był katechistą na pierwszej misji 7 kwietnia. – Jednego z naszych braci, gdy wkładał zapro- szenia do skrzynek, zaczepił na klatce schodowej mężczyzna i zapytał, czy coś rozdają za darmo.

    Z początku nie wiedział, co odpowiedzieć, ale po chwili dodał: „Niech pan przyjdzie na plac Teatralny w niedzielę, tam Bóg będzie rozdawał miłość za darmo” – opowiada. Członkowie Drogi Neokatechumenalnej mówią, jak doświadczyli miłości Boga, jak wiara nadaje sens ich życiu. Nieraz wyznają bardzo osobiste sprawy, o których inni wstydzą się mówić nawet w konfesjonale. Są dziwni? Na pewno inni, znacznie różniący się od przeciętnej rzeczywistości Kościoła w Polsce. – My jesteśmy normalni, choć jesteśmy postrzegani jako zbyt radykalni, ale może to dlatego, że Kościół dopiero budzi się do ewangelizacji – komentuje Kazimierz Frączek. Jest przekonany do tego, co robi, co wcale nie znaczy, że głoszenie Ewangelii na placu miasta nic go nie kosztuje.

    Lęk i odwaga

    – To jest „umieranie”, od dwóch dni mam rozstrój żołądka, bo to jest rzecz bardzo poważna. Dlaczego to robię? Bo widzę, że Bóg interweniuje w moje życie. Mam szóstkę dzieci (najstarsze ma 22 lata, najmłodsze 9), siódme jest w drodze, dwoje w niebie. Bóg zmienia mnie, przysposabia do tego, że widzę w swojej żonie miłość, której chcę cały czas dotykać – mówi pan Kazimierz przed swoim wystąpieniem. Ma 48 lat, wykłada w Wyższej Szkole Zawodowej w Raciborzu w Instytucie Sztuki, przygotowuje habilitację o sacrum i profanum w Drodze Krzyżowej. – Jestem artystą, miałem pewne wyobrażenia o sobie, o swojej twórczości, o swoim talencie i zobaczyłem w pewnym momencie mojego życia, że moja sztuka jest moim bożkiem, że ona pochłania mnie i nie nasyca, że jest moją alienacją, że był potrzebny czas weryfikacji i ustawienia właściwie priorytetów. A tak naprawdę jestem powołany do tego, żeby być ojcem. Ale ojcostwa nie można wyssać z mlekiem matki, tego trzeba się uczyć. I rzeczywiście, uczę się być ojcem, bo widzę w moich dzieciach swoje obrazy – to, jaki byłem w dzieciństwie, w okresie dorastania. Droga Neokatechumenalna mi to pokazuje, a Bóg powoli mnie zmienia – z takiego bufona artystycznego... Gdyby nie rodzina, to pewnie ciągle bym nim był – wyznaje. Żeby głosić Ewangelię na placu, trzeba być bardzo pokornym. – Przecież ja mogę dzisiaj stanąć i nic nie powiedzieć. Zrobię z siebie idiotę. Bo co to znaczy głosić Ewangelię, być głupim dla Boga, no jak ja mogę, kim jestem? – mówi. – Dlatego takie wydarzenie, jak to w Zabrzu, poprzedza solidna modlitwa, nie tylko moja, ale całej wspólnoty, gdyż ja tylko głoszę, a to działanie jest sprawą całej wspólnoty. Dlatego gromadzimy się tutaj wszyscy. Zresztą, na Drodze Neokatechumenalnej nie może być dnia bez modlitwy. Powie to każdy, kto na nią wszedł.

    Najważniejsze pytania życia

    – Przychodzimy na plac Teatralny, żeby przepowiadać wam, że nic nie jest dzisiaj stracone. Że jeżeli dzisiaj jesteś w śmierci, jeżeli w twoim sercu jest nienawiść, nie wiadomo, w jakim bagnie żyjesz, to Chrystus przychodzi do ciebie i mówi, że z tego wszystkiego może cię wyprowadzić – mówił na rozpoczęcie spotkania Adam Regiewicz, odpowiedzialny pierwszej wspólnoty neokatechumenalnej w parafii katedralnej w Gliwicach. Wytłumaczył też dlaczego ewangelizacja odbywa się akurat przed Platanem. Bo to miejsce wydaje się dzisiaj nową świątynią i centrum, a centrum jest gdzie indziej – w Jezusie Chrystusie. Pierwsze spotkanie w Zabrzu było próbą odpowiedzi na pytanie „Kim jest dla ciebie Bóg?”. Ustawione były krzyż, ambonka z welonem, a na nim przedstawienie Matki Kościoła (w typie orantki), która nosi w swoim łonie Chrystusa i zanosi modlitwę do Boga, z napisem wokół wizerunku: „Tyś krzakiem płonącym Mojżesza, który nosi Pana i się nie spala”. Przed nimi dywan, a na obrazie obok, w formie plakatu – Madonna – ikona napisana przez Kiko Argüello, założyciela Drogi Neokatechumenalnej. Znajduje się na niej tekst polecenia, by „tworzyć wspólnoty na kształt Rodziny z Nazaretu, które będą żyć w pokorze, prostocie i uwielbieniu, gdzie drugi jest Chrystusem”. Wielkanocna ewangelizacja zaczęła się od radosnych śpiewów i tańców. Potem były świadectwa. Dojrzały mężczyzna, Marian, opowiadał swoją historię porzuconego dziecka. Mimo że jego życie było piekłem, w wieku 38 lat założył rodzinę; ma żonę, pięcioro dzieci, piękny dom, do którego przygarnął teściów. Później Artur, po czterdziestce, chciał zaświadczyć o miłosierdziu Bożym, opowiadając o swojej ucieczce przed bezsensem w seks. – To była pomyłka, bo im bardziej brnąłem w ten grzech, tym bardziej byłem w nim pogrążony i rzeczywiście dotykałem śmierci, i wtedy zacząłem krzyczeć do Boga: „Ulituj się nade mną, bo ja sam sobie nie poradzę, sam z tego nie wyjdę!”, i wtedy właśnie przyszedł Bóg – opowiadał. Dziś żyje w wiernym małżeństwie, ma czwórkę dzieci i choć razem przeżywają swoje cierpienia i zmagania, to czują obecność i miłość Boga w swoim życiu.

    Wiara w każdej sytuacji

    Kazimierz Frączek, jeszcze zanim rozpoczął zasadniczą katechezę, podchodził z mikrofonem do ludzi i pytał ich, kim dla nich jest Bóg, jak dotknął ich w życiu. Odpowiedzi były bardzo różne, jak różne były osoby, które przyszły na spotkanie. W katechezie przybliżał postać Jezusa, ale także Abrahama i Hioba, ludzi, którzy nie mieli łatwego życia, znajdowali się w sytuacjach beznadziejnych, a zostali uratowani dzięki wierze. Gdy zakończył, podszedł do niego mężczyzna, alkoholik, i prosił o pomoc, bo ciągle pije i nie wie, co ma robić. Na szczęście na miejscu był obecny „trzeźwy” alkoholik, jeden z braci z Drogi Neokatechumenalnej, od 16 lat niepijący, który wiedział, jak się nim zająć. Następne spotkania ewangelizacyjne zaplanowano na kolejne niedziele, do 5 maja włącznie.

    Czym jest Droga Neokatechumenalna?

    W pierwotnym Kościele, kiedy świat był pogański, ten, kto chciał zostać chrześcijaninem, musiał rozpocząć katechumenat, będący itinerarium formacji przygotowującej do chrztu. Dziś proces sekularyzacji doprowadził wiele osób do porzucenia wiary i Kościoła: stąd konieczne jest itinerarium formacji do chrześcijaństwa. Droga Neokatechumenalna nie jest ruchem czy stowarzyszeniem, lecz narzędziem w łonie parafii, by na nowo przywieść do wiary ludzi, którzy ją porzucili. Zapoczątkowana w latach sześćdziesiątych XX wieku w jednym z ubogich przedmieść Madrytu przez Kiko Argüello i Carmen Hernández, została poparta przez arcybiskupa Madrytu Casimiro Morcillo, który dostrzegł w tej pierwszej grupie rzeczywiste odkrycie słowa Bożego i praktyczną realizację odnowy liturgicznej, wprowadzanej wówczas przez sobór. Z oficjalnej strony Drogi Neokatechumenalnej: www.camminoneocatecumenale.it.

    Spotkania na placu Teatralnym w Zabrzu

    Rozpoczęcie o 16.00 21 kwietnia – głoszenie kerygmatu: nowina o twoim Zbawieniu w Chrystusie Jezusie 28 kwietnia – kerygmat, głoszenie Ewangelii i wołanie do nawrócenia 5 maja – Co to jest Kościół? Jakie jest doświadczenie Kościoła? Czy chciałbyś, żeby wspólnota chrześcijańska ci pomagała?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół