• facebook
  • rss
  • Z faklami po krzyże

    ks. Waldemar Packner

    |

    Gość Gliwicki 12/2013

    dodane 21.03.2013 00:00

    Najstarsi mieszkańcy mówią, że tak było od zawsze, a etnolodzy z Uniwersytetu Śląskiego podobnego obrzędu doszukali się aż w... Portugalii.

    Stanica, wieś otoczona polami i lasami, leży niedaleko Gliwic. W wielkoczwartkowy wieczór miejscowość rozświetlają trzy wielkie ogniska, które widać z daleka i które mogą wyglądać jak pożar. Nikt nie wie, skąd wziął się w Stanicy zwyczaj palenia ognisk i szukania z pochodniami małych drewnianych krzyżyków. – Kroniki parafialne o tym milczą, a najstarsi mieszkańcy, dopytywani o zwyczaj, odpowiadają krótko: „Tak było od zawsze” – opowiada Andrzej Knapik, kurator sądowy i pasjonat lokalnej historii. W Wielki Czwartek mieszkańcy przygotowują nie tylko ogniska. – Rodzice robią z drewna czternaście małych krzyżyków, które ukrywają wokół miejsc, gdzie będzie ogień. Te czternaście krzyżyków oznacza czternaście stacji Drogi Krzyżowej – wyjaśnia z kolei ks. Norbert Thiel, proboszcz. Dzieci zapalają od ognisk pochodnie, które z niemieckiego w Stanicy nazywa się „fakle”. – Potem idą w pola i w ciemności szukają krzyżyków, rozświetlając drogę faklami – opowiada proboszcz.

    Ważne jest, aby odszukać wszystkie ukryte krzyżyki. Przy ognisku liczono je dokładnie, jeśli jakiegoś brakowało, trzeba było wracać na pola. Krzyżyki zabiera się do domów, wiesza na ścianie lub w zagrodach, aby przez cały rok strzegły dobytku i chroniły od pożaru. Zwyczaj wielkoczwartkowych ognisk znany jest w niektórych śląskich wioskach, szczególnie na Opolszczyźnie, jako palenie żuru albo Judasza (czasem odbywa się w Wielką Środę). Najstarszy zachowany opis palenia żuru pochodzi z 1879 roku, a jego autorem jest ks. Adolf Hytrek. Być może na koniec Wielkiego Postu wrzucano do ogniska znienawidzony żur, który kiedyś, przez czterdzieści dni, był głównym postnym daniem. – Według tradycji, ogniska pali się, aby w ciemności wskazać Jezusowi drogę do wsi. To także pamiątka szukania Jezusa w ogrodzie Getsemani. Dawniej ludzie szli z pochodniami w pola, mówiąc: „Żur pola, buty chwola, co krok to snop”. Było to swego rodzaju błogosławieństwo pól, które miało zapewnić urodzaj i dobrobyt – tłumaczy Knapik. Szukanie ukrytych krzyżyków jest już zwyczajem praktykowanym tylko w Stanicy i Portugalii. Po wojnie zwyczaj nadal był praktykowany, choć po części stracił swój religijny charakter. Ludzie palili stare, niepotrzebne rzeczy, pozbywali się czasem śmieci. Dopiero od dziesięciu lat ponownie przywrócono mu pierwotny charakter. – Po Mszy Wieczerzy Pańskiej wierni mogą zobaczyć misterium męki Pańskiej, przygotowane przez uczniów naszej szkoły. Kiedyś było na wolnym powietrzu, teraz w szkole. Po przedstawieniu mieszkańcy gromadzą się przy ogniskach, aby kultywować zwyczaj przodków – mówi ks. N. Thiel. Podkreśla, że ponownie ma on religijny charakter. – Ludzie śpiewają pasyjne pieśni, a spotkaniu, które ma również integracyjny charakter, towarzyszy modlitwa – zaprasza proboszcz. Na fakle w Stanicy przyjeżdżają czasem mieszkańcy okolicznych miejscowości – Knurowa, Pilchowic i Gliwic. W tym roku tradycyjnie ogniska zapłoną w trzech miejscach – przy ul. 1 Maja (przygotowane przez Koło Gospodyń Wiejskich i Mniejszość Niemiecką), „na górnikach”, czyli przy ul. Górniczej, oraz na tzw. kowalowym polu, gdzie kiedyś kończyły się ziemie rudzkich cystersów. – Dlaczego w Stanicy palono trzy ogniska, nie wie nikt. Po prostu zawsze tak było, a my staramy się tylko kontynuować wielowiekową tradycję – wyjaśnia Andrzej Knapik.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół