• facebook
  • rss
  • Gdybym miał pół godziny...


    Klaudia Cwołek


    |

    Gość Gliwicki 11/2013

    dodane 14.03.2013 00:00

    Inscenizacja męki Pańskiej. – Kokotek to maleństwo, więc prawie wszyscy młodzi ludzie i dzieci, którzy mogą być zaangażowani, występują w „Pasji” 
– mówi o. Bartosz Madejski.


    Trochę młodzieży dołączyło także z okolic. Postać Jezusa gra na przykład Krzysztof Wąs z pobliskiej Żyłki, maturzysta Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowskich Górach. To już kolejne jego występy w tej roli, do której został wybrany ze względu na... długie włosy. Do sprawy podszedł jednak bardzo poważnie. – Czasami jest ciężko, bo wszyscy są skupieni na mnie i mam dużą tremę. Ludzie nieraz też inaczej na mnie patrzą w normalnych życiowych sytuacjach. Jest chyba takie oczekiwanie, że skoro ja tutaj gram Pana Jezusa, to będę się inaczej zachowywać – mówi Krzysztof Wąs.


    Graj dalej...


    Główna rola bardzo mobilizuje, bo każde potknięcie rzutuje przecież na całe widowisko. – Często modliłem się o to, żeby Pan Bóg nam pomógł w tym przedstawieniu. Na pierwszej „Pasji” w zeszłym roku tę pomoc wyraźnie odczułem, bo złamał mi się podnóżek i spadłem z krzyża. Ale wzywałem Ducha Świętego i jakbym usłyszał: „Graj dalej, graj dalej”. Więc zagrałem dalej i udało się – wspomina.
Podobnych wyzwań nie brakuje, bo cała męka Pańska to wielki dramat pełen akcji, nie można ot, tak wyrecytować tylko wyuczonych kwestii. Co jest najtrudniejsze? – Biczowanie nie jest przyjemne, chociaż chłopcy starają się, żeby to tylko wyglądało tak prawdziwie. Do trudnych scen zaliczyłbym na pewno śmierć, bo ona musi wybrzmieć, ludzie muszą odczuć, że to jest bardzo podniosła chwila – opowiada Krzysztof Wąs. – Wszystkie sceny mają w sobie coś takiego, że bardzo do mnie przemawiają. Na przykład gdy Pan Jezus jest w ciemnicy. Jest z Nim tylko Jego Ojciec, nikogo innego nie ma, żadnego znajomego, matki ani ucznia, jest sam przez całą noc. Albo Pan Jezus przed Sanhedrynem, gdy wszyscy wyśmiewają się z Niego, kłamią w żywe oczy, a On musi to znosić. Każda scena niesie jakieś ważne przesłanie – podkreśla.


    Wersja druga,
rozszerzona


    
W inscenizacji męki Pańskiej występuje ponad 30 aktorów, ale w jej przygotowanie włącza się znacznie więcej osób: dekoratorzy, muzycy, krawcowe, rodzice... – Najbardziej zależy mi na aktorach. Drugorzędne jest trochę to, czy przyjdą widzowie – wyjaśnia o. Bartosz Madejski, inicjator przedstawienia. – Oczywiście to też jest ważne, bo to jest nasze wspólne dobro, ale najbardziej zależy mi na zaangażowaniu młodzieży, zarówno tutaj, w Kokotku, jak i na wyjazdowych przedstawieniach. Wtedy widać, że w nich dzieje się wiele dobrego. Że Pan Jezus staje się bliższy, a to, co przedstawiają, jest ich autentycznym przeżyciem. Taki jest sens tego, co robimy – dodaje.
Ojciec Bartosz Madejski, oblat, proboszcz w Kokotku i duszpasterz młodzieży, z teatrem zetknął się w seminarium i już wtedy przekonał się, że można go świetnie wykorzystać do ewangelizacji. Potem zbierał kolejne doświadczenia. Choć podkreśla, że nie jest żadnym reżyserem, ani aktorem, jest niewątpliwie liderem całego przedsięwzięcia. A w tworzeniu przedstawienia pozwala zgłaszać uwagi wszystkim zainteresowanym. W Kokotku inscenizacje z młodzieżą rozpoczął od małych scenek pasyjnych podczas Drogi Krzyżowej. Potem przyszedł czas na Gorzkie Żale, wszystkie trzy części, a w zeszłym roku było pierwsze przedstawienie „Pasji”, która spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem. – Teraz mamy powtórkę, troszkę rozszerzoną. Dodaliśmy ostatnią wieczerzę, jeszcze ma dojść jedna i druga piosenka. Ale zasadniczo jest to samo co rok temu – mówi.


    Zaproszenie do refleksji


    Na pierwszym tegorocznym przedstawieniu 2 marca kościółek w Kokotku wypełnił się po brzegi. Akcja rozpoczęła się od sceny w Wieczerniku, potem były kolejne odsłony, niektóre bardzo przejmujące, jak zdrada Judasza czy modlitwa Jezusa w Getsemani. W pewnym momencie cała akcja przenosi się na zewnątrz kościoła. Ludzie wychodzą, by towarzyszyć Jezusowi w drodze krzyżowej, aż po bardzo naturalistycznie odegraną śmierć. Widzowie wracają do kościoła wezwani przez kobietę, która przerażona odkrywa pusty grób. Ich powrotowi towarzyszy już radosny śpiew „Alleluja” i objawienie Jezusa zmartwychwstałego. Tłem spektaklu jest przejmująca muzyka, oprócz tekstów z Ewangelii pojawiają się także inne rozważania.
– To, co chcemy przedstawić, ma pomóc przeżyć Wielki Post mocniej, głębiej, prawdziwiej. To jest najpiękniejsze przesłanie z tego, co głosimy w Kościele – mówił jeszcze przed rozpoczęciem przedstawienia o. Bartosz Madejski. – Gdyby ktoś miał pół godziny, by mówić o Panu Bogu i wszystko jakoś streścić, to najlepiej, żeby mówił, że Pan Jezus umarł i zmartwychwstał. To jest sedno Ewangelii. Gdybyście chcieli dotrzeć do kogoś, kto w ogóle nie zna Pana Jezusa i chrześcijaństwa, to trzeba by mówić właśnie prosto o tym, że Bóg tak ukochał świat, że dał swojego Syna, by cierpiał, by przelał swoją krew, by nas usprawiedliwił, by nas odkupił. I ten Syn zwyciężył śmierć, grzech i szatana. Pięknie, że dzisiaj będziemy mogli to na nowo przeżywać, przedstawiać i to, co jest sednem i istotą Ewangelii, w sercu przyjmować – zachęcał.
Udział w „Pasji” ma jeszcze inne znaczenie, na które zwraca uwagę o. Bartosz: – Jak przychodzi Wielki Tydzień i czytamy mękę Pańską w Niedzielę Palmową i Wielki Piątek, to jest ona dla nas odkrywcza. Słowa i sceny z przedstawienia stają nam nagle przed oczami, są rzeczywiste i bardzo bliskie.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół