• facebook
  • rss
  • Sen i uśmiech

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 51-52/2012

    dodane 20.12.2012 00:15

    – W życiu nie poprosiłabym o pracę w takim ośrodku. 
Gdy jechałam do Rusinowic, strasznie się bałam, podobny lęk czułam tylko wtedy, gdy cztery lata temu przeszła nad nami trąba powietrzna – opowiada s. Olga.

    Znają ją wszyscy w wiosce i wielu ludzi w Polsce, bo na rehabilitację do Rusinowic przyjeżdżają dzieci i młodzież z całego kraju. A ona sama pokochała to miejsce jak żadne inne na świecie. Dlaczego więc tak się bała? 
– Nie wyobrażałam sobie pracy z dziećmi niepełnosprawnymi ze względu na moją wrażliwość. Wydawało mi się, że nie jestem w stanie tego ogarnąć, że będę się nad nimi litować, że tutaj się nie odnajdę – tłumaczy. Dzieci uwielbia, odkąd pamięta. Będąc jedną z ośmiorga rodzeństwa, zachęcała jeszcze mamę do adopcji. Jednak niepełnosprawność, i to w takim stopniu i ilości (na turnusie było wtedy 40 dzieci, obecnie około 70), ją przerażała. To było wyzwanie trudne do zaakceptowania, ale nie pierwsze w jej życiu. 


    Pilot wycieczek?


    – Na początku nie chciałam iść do klasztoru, nie myślałam o czymś takim. W rodzinie mam dwie siostry służebniczki, moje kuzynki. Jak je odwiedzałam, to zawsze sobie uświadamiałam, że ta droga życia nie jest dla mnie. Moja natura nie pasowała do tych klimatów – wspomina. – Decyzja wstąpienia samą mnie zaskoczyła. To był moment; pojawiła się we mnie myśl, że jednak chcę iść – dodaje. 
Miała wtedy 19 lat i zupełnie inne plany. Po maturze zdawała na geografię turystyczną do Krakowa, bo zamierzała być pilotem wycieczek. – Jak popatrzę wstecz na czas, który był od matury do wstąpienia do zakonu, to widzę, jak Pan Bóg dawał mi różne znaki, które potem poskładałam sobie jak puzzle i wszystko do siebie pasowało. Ta decyzja spowodowała we mnie ogromną radość i wolność, po prostu popłynęłam – opowiada. Ale trzy miesiące od rozpoczęcia formacji przyszedł pierwszy kryzys. – Mój wybór był rzeczywiście nagły i głębsza refleksja spadła na mnie w okolicach grudnia. Pojawiła się nostalgia, która doprowadziła mnie do przekonania, że na dwieście procent się pomyliłam. Postanowiłam, że jak mama przyjedzie na urodziny w styczniu, to jej zakomunikuję, że wracam. Ale rodzice przyjechali razem z wujkiem, a przy nim nie bardzo chciałam o tym mówić. Tymczasem – i to jest niesamowite – wujek zaczął sam od siebie opowiadać, że miał sen, w którym odchodziłam ze zgromadzenia, a on mnie odbierał. Opisał mi różne szczegóły, których nie mógł znać, nawet to, co zamierzałam robić po odejściu. To było dla mnie takie zderzenie z rzeczywistością, że pomyślałam: „To niemożliwe” – i postanowiłam przemyśleć wszystko jeszcze raz. 


    Dzieci uczą wiary


    Dziś nie wyobraża sobie innego stylu życia. – Naprawdę czuję się szczęśliwa. Pan Bóg jest niesamowity i z czasem wszystko mi oddał, o czym marzyłam, i to z nawiązką. Bo co ja tutaj robię w Rusinowicach? Oprowadzam wycieczki i gości. Od zawsze moją pasją były dzieci i one są ze mną – tłumaczy. 
Na początku pobytu w zakonie s. Olga pracowała w Domu Dziecka w Dzierżoniowie, potem w ochronce we Wrocławiu. Zgromadzenie przygotowywało ją do pracy w Kanadzie, ale w końcu tam nie pojechała. Uczyła się w studium nauczycielskim w Świdnicy, studiowała wychowanie przedszkolne w Cieszynie, oligonofrenopedagogikę w Warszawie i logopedię z glottodydaktyką w Mysłowicach. Miała jechać do Czech, dokąd ostatecznie trafił ktoś inny. Pracowała też w przedszkolu w Rydułtowach i Pawłowicach, skąd z panicznym lękiem przenosiła się do Rusinowic. To był październik 1999 roku. – Pamiętam tę dróżkę, jak jechałam – wspomina. – Ból czułam w każdej komórce. Przyjechałam na miejsce, weszłam na główny hol ośrodka i zobaczyłam dziewczynkę, niepełnosprawną Darię. Ona się do mnie uśmiechnęła i wtedy bańka lęku pękła. Poczułam, że jestem w domu. Nigdy nie odkryłabym w sobie pokładów różnych możliwości, gdybym nie wylądowała w Rusinowicach.



    Siostra Olga Mura 


    pochodzi z Żor. Należy do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP. W Ośrodku Rehabilitacyjno-Edukacyjnym dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej jest kierownikiem działu terapii zajęciowej, pracuje w gabinecie pedagogiczno-logopedycznym, przygotowuje dzieci do sakramentów, jest odpowiedzialna za nabożeństwa, reżyseruje przedstawienia teatralne, zaprasza artystów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Gość Monika
      29.12.2016 22:40
      Miałam przyjemność poznać osobiście siostrę Olgę na jednym z turnusów.Cudowny i ciepły człowiek.Z poczuciem humoru i dystansem do siebie.Pozdrawiam serdecznie!!!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół