• facebook
  • rss
  • Nowe cegły na katedrze

    Paweł Jurek

    |

    Gość Gliwicki 50/2012

    dodane 13.12.2012 00:00

    Remont kościoła. Rusztowania już od dłuższego czasu oklejają kościół. Przez zimę część z nich pozostanie. Wiosną znów ruszą prace.

    Późny listopad, a na termometrach jeszcze plusowe temperatury. – To jest wielkie, darowane szczęście – komentuje katedralny proboszcz. Codziennie spogląda do góry, nie tylko by podziękować za brak mrozów, ale także by podejrzeć, jak idą prace. – Proszę zobaczyć, tam to dopiero widać, ile roboty było potrzeba. Jeszcze tam murują – pokazuje, wdrapując się na pierwsze szczeble rusztowania. Ks. Bernard Plucik podkreśla, że to dopiero jeden z pierwszych etapów całego remontu elewacji. – To musi być zrobione do końca, bo widać, że są takie miejsca, gdzie niektóre elementy grożą wręcz odpadnięciem zewnętrznej klinkierowej elewacji. Jak się zaczęło, to trzeba kontynuować – dodaje.

    Przypory na nowo

    Jest już gotowy remontowy plan, ale na razie nie wiadomo, czy uda się go precyzyjnie realizować. Po pierwsze, finanse odgrywają tu znaczącą rolę. Po drugie, nigdy nie wiadomo, jaki ostatecznie będzie zakres robót. To można określić, kiedy już postawi się rusztowanie. Tak było też w przypadku bocznej lewej nawy, gdzie przed zimą niemal w całości udało się dokończyć remont elewacji. – Na początku nie przypuszczaliśmy, że sprawa jest aż tak poważna.

    Dopiero kiedy weszliśmy na rusztowanie, to okazało się, że zakres robót jest znacznie większy, niż się spodziewaliśmy – wyjaśnia Bernard Klinik, szef firmy budowlanej, która odpowiada za remont elewacji lewej nawy bocznej. – Dla przykładu: początkowo zakładałem, że koszt produkcji nowych kształtek wyniesie około 30 tys. złotych, a finalnie tak wiele było ich zniszczonych, że suma przekroczyła 100 tys. złotych. Bywało tak, że mogliśmy gołymi rękami ściągać cegły, które z pozoru prawidłowo przylegały do muru – opowiada kierownik budowy. Wystarczy dodać, że dwie przypory kościoła były na nowo murowane od połowy wysokości. Pierwotnie wydawało się, że nie będzie to konieczne. Także ubytki w ścianie okazały się istotne. – Wszystkie cegły trzeba było obstukiwać, a te, które są „puste”, wyciąć, wybrać i wstawić nowe, i jeszcze zakotwić to prętami do warstwy konstrukcyjnej – wyjaśniał szczegóły murarskiego warsztatu Bernard Klinik.

    Cegła za... 40 zł

    Z pozoru nieskomplikowany remont ubytków okazuje się sporym budowlanym wyzwaniem. Szczególnie poprzez kształtki i nieznormalizowane cegły. Te pierwsze to fikuśne elementy, którymi ozdobione są mury katedry. Oczywiście, nie można ich kupić w żadnym budowlanym składzie. Są wykonywane wyłącznie na zamówienie. Wcześniej należy je odpowiednio zwymiarować i opisać. Niestety, ich produkcja to proces trwający kilka tygodni, co skutecznie utrudniało jesienne prace. Kształtki stanowią także jeden z najdroższych punktów renowacji. Jedna cegła potrafi kosztować nawet... 40 zł, a do remontu tylko jednej ściany zamówiono ich około 3500. Inne udało się odzyskać ze starych elementów, pod warunkiem, że czas i warunki atmosferyczne nie pozostawiły na nich istotnych śladów.

    Przyciąć i obrócić

    Nie lada problemem były też zwykłe „prostokątne” cegły. Te, z których wykonano kościół, mają nieco inny wymiar niż obecnie produkowane. Różnice mogą się wydawać niewielkie – co najwyżej jeden centymetr – ale nawet takie odchylenia rzutowałyby negatywnie na wygląd elewacji. Na przykład widoczne byłyby różnice w grubości fug. – Dlatego musieliśmy trochę pogłówkować, czy nawet pokombinować. Znaleźliśmy w końcu taką cegłę, którą po odpowiednim przycięciu i odwróceniu mogliśmy idealnie uzupełniać braki. Niestety, w ten sposób powstawały spore straty materiału, gdyż odcięta część cegły stawała się odpadem i już do niczego się nie nadawała – wyjaśnia B. Klinik. Spora część prac musiała zatem toczyć się w warsztacie. Wszystkie nowe cegły (ok. 8 tys.), zanim trafiły w kościelny mur, były najpierw odpowiednio docinane. Na warsztacie powstawały też niektóre kształtki, które miały mniej skomplikowane kształty.

    Słońce rzadko tu zagląda

    A skąd kłopoty z kościelnym murem? To przede wszystkim wina wody, mrozu i soli, ale także braku słońca. Marznąca woda opadowa rozsadzała mury, a do tego pozostawiała sól, która niszczyła elewacje. Dodatkowo mur lewej nawy kościoła jest tak usytuowany, że nie docierają do niego promienie słoneczne. – Być może właśnie dlatego dwie przypory były niemal całkowicie zniszczone. Tam po prostu słońce nie było w stanie wysuszyć murów. Wschód się zaczął i słonko sobie szło dookoła kościoła, nie zaglądając na lewą nawę, a woda i dewastacyjne jej zachowania robiły swoje – mówi ks. Plucik. W planach remontowych wspomina jeszcze o trzech bardzo istotnych momentach. To odnowienie drugiej bocznej ściany, dokończenie remontu wieży i rozpoczęcie prac po zewnętrznej stronie prezbiterium. – To duże wyzwanie, ale cieszymy się, że mamy człowieka, który doskonale „czuje” temat. Pan Klinik okazał się wielkim fachowcem w tej sprawie. Dzięki jego doświadczeniu i mądrości mogliśmy pokonać wiele problemów, jak choćby związanych z wymiarami cegieł – chwali proboszcz. Największym zmartwieniem będą teraz finanse. Jak na razie remont kosztował już około 400 tys. złotych, z czego 250 tys. to dotacje z gliwickiego Magistratu. Pozostała część sfinansowana została przez parafię i kurię, dzięki zwolnieniu z miesięcznych kolekt. Ile będzie kosztował cały remont? – To na razie trudno oszacować. Ale na pewno dużo – odpowiada ks. Plucik.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół