• facebook
  • rss
  • Styl Roku Wiary

    dodane 08.11.2012 00:00

    Nowa ewangelizacja. O większej gorliwości w głoszeniu i wychodzeniu do tych, którzy są na obrzeżach Kościoła, z ks. Arturem Sepiołą, dyrektorem sekcji ds. nowej ewangelizacji i koordynatorem Rady Ruchów, Wspólnot i Stowarzyszeń w diecezji gliwickiej, rozmawia Mira Fiutak.


    Mira Fiutak: Właśnie zakończyły się w Rzymie obrady synodu poświęconego nowej ewangelizacji. Kościół widzi, że to ważne, ale podkreśla też, że nie jest to jakieś szczególne zadanie na dziś, ale zadanie Kościoła w ogóle.


    Ks. Artur Sepioło: – Dykasteria Kurii Rzymskiej ds. Nowej Ewangelizacji, powołana przez papieża Benedykta XVI, ma w nazwie rozkrzewianie nowej ewangelizacji, a nie tworzenie jej od podstaw. Jest więc potwierdzeniem działań, które były już wcześniej w Kościele, a teraz chodzi o zebranie ich, skoordynowanie i nadanie im jeszcze większej mocy w tej instytucjonalnej formie. Do tej pory odbywało się to w ramach ruchów, stowarzyszeń, pewnego rodzaju działań duszpasterskich czy oddolnych inicjatyw. Teraz staje się to również językiem oficjalnej struktury Kościoła. I, co jest warte podkreślenia, Episkopat Polski pierwszy zareagował na to, tworząc Zespół ds. Nowej Ewangelizacji przy episkopacie, a nasza diecezja jako jedna z pierwszych utworzyła sekcję ds. nowej ewangelizacji.


    Bardzo często nieprecyzyjnie używamy pojęcia „nowa ewangelizacja”, odnosząc to określenie do bardzo różnych działań w duszpasterstwie.


    – Nowa ewangelizacja w rysach zakreślonych przez Jana Pawła II jest nowa co do gorliwości, czyli ludzi zapalonych do tego działania. Nowa co do metody, którą wybieramy w zależności od czasu, miejsca i adresatów przesłania – od najprostszej formy, czyli rozmowy indywidualnej twarzą w twarz, aż po wykorzystanie mediów czy ewangelizację uliczną. I nowa co do sposobu głoszenia i w tym właśnie najbardziej streszcza się ta specyfika, bo tu mamy wyraźne cechy wyróżniające ewangelizację spośród innych działań. A polega na tym, że wychodzimy na zewnątrz, nie czekamy aż ludzie sami przyjdą, ale idziemy do tych, którzy potrzebują naszego orędzia, świadectwa. W nowym sposobie zawiera się też współpraca ze świeckimi, przy świadomości ich kompetencji i tego, że duchowni nie wszędzie dotrą. Nie chodzi o zastępowanie duchownych przez świeckich, ale wypełnianie misji w tych miejscach, żeby głoszenie było tam skuteczne. To, że ludzie nie przychodzą na nasze tzw. zaproszenie z ambony, to nie znaczy, że nie są zainteresowani duchowymi sprawami czy sensem życia, ale do nich ta propozycja nie dociera. Skuteczniejsze jest bezpośrednie zaproszenie, wyraźnie trafiające w potrzebę danej osoby.


    Nową ewangelizacją nie są też działania związane z formacją osób...


    – Należy rozróżnić kerygmat i katechezę. Czyli proste głoszenie, konkretne prezentowanie Jezusa, które jest ostrzem ewangelizacji, i nauczanie katechetyczne, które jest potrzebne i musi następować po kerygmatycznym. To rozróżnienie pozwoli dobrać sposób głoszenia do adresata.


    Czyli do kogo skierowana jest nowa ewangelizacja?


    – Przede wszystkim do tych, którzy są na obrzeżach Kościoła, są ochrzczeni, ale osłabli w wierze, wystygli. I do niewierzących, tak ich nazywam, ponieważ sami tak się określają. Mówią wprost: nie mam wiary, jestem obojętny, nie interesuje mnie sprawa Boga. Do nich jesteśmy posłani. To, co jest ważne w tym nowym sposobie głoszenia, to stawianie przed decyzją, czyli podprowadzanie człowieka do decyzji stanięcia po stronie Jezusa, wyboru Boga, zmiany życia w kierunku autentycznej postawy wiary i pójścia drogą przykazań.


    Ale żeby kogoś postawić przed taką decyzją, trzeba samemu żyć autentyczną, żywą wiarą. Być świadkiem tego, do czego prowadzi się innych.


    – Istotą ewangelizacji nie jest brak wiary w świecie, tylko gorąca wiara w naszym sercu. To jest sens tego przesłania. To wcale nie o to chodzi, że nagle pojawiają się wielkie potrzeby głodu Boga w świecie i my musimy budzić się, bo to zmusza nas do działania. Zmusza nas, przynagla gorliwość wiary, którą mamy. Ta wiara oczywiście rozpoznaje znaki czasu, czyli właśnie dzisiejsze zagubienie, ostygnięcie ludzi, ich odejścia od Kościoła.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół