• facebook
  • rss
  • Pośrodku życia

    Bogusław Tracz

    |

    Gość Gliwicki 43/2012

    dodane 25.10.2012 10:03

    Cmentarz Centralny. Miał być idealnym ogrodem, w którym żywi i umarli obcują ze sobą. Gdzie strefy życia i śmierci przeplatają się, w pełnej harmonii i naturalnej symbiozie.

    Pośrodku życia w śmierci jesteśmy… Oto początek średniowiecznej antyfony – Media vita in morte sumus – pochodzącej z VIII w., której autorstwo przypisuje się Notkerowi, zwanemu Jąkałą, zakonnikowi z benedyktyńskiego opactwa w Sankt Gallen. Umieszczenie tej łacińskiej inskrypcji w zwieńczeniu jednej z bram prowadzących na cmentarz Centralny w Gliwicach przypomina o nieuchronności śmierci i zanurzeniu w nią każdego z nas, śmiertelnych. Kiedy pod koniec lat 20. XX w. ostatecznie zakończono prace związane z założeniem nowego cmentarza, zapewne niewielu potrafiło przetłumaczyć to zdanie. Choć łacina wciąż jeszcze była językiem liturgii, a jej znajomości wymagano od większości uczniów i studentów, w praktyce posługiwali się nią nieliczni. Inskrypcję Vivendum ut recte moriamur moriendum ut recte vivamus (Żyjemy, by godnie umrzeć; umieramy, by godnie żyć) umieszczono nad bliźniaczą bramą. Obydwie sentencje skierowane zostały do żyjących, przekraczających widzialną granicę pomiędzy tętniącym życiem miastem a jedynym w swoim rodzaju ogrodem, miejscem, gdzie spotykają się żywi i umarli.

    Idealny ogród

    Powstanie cmentarza Centralnego związane jest z osobą Carla Schabika, który od maja 1919 r. przez kolejne 26 lat pełnił funkcję miejskiego radcy budowlanego. Nowoczesne, XX-wieczne Gliwice właśnie jemu zawdzięczają swój dzisiejszy kształt. W jego wizji miasta widać wpływy popularnej wówczas koncepcji miasta ogrodu Anglika Ebenezera Howarda, który wierzył, że możliwe jest takie zaprojektowanie przestrzeni, w której nastąpiłoby perfekcyjne połączenie miasta i natury. Schabik rozpoczął generalną przebudowę i rozbudowę miasta, na którego mapie nie mogło zabraknąć nowej nekropolii. Tym razem jednak miało to być założenie nieprzypadkowe, ale przemyślane i uwzględniające najnowocześniejsze rozwiązania architektury funeralnej.

    Cmentarz miał być idealnym ogrodem, w którym żywi i umarli obcują ze sobą, gdzie strefy życia i śmierci przeplatają się, w pełnej harmonii i naturalnej symbiozie. Prace przy założeniu cmentarza ruszyły w 1920 r. i trwały z przerwami 7 lat. Przy czym już wiosną 1924 r. odbyły się pierwsze pochówki. Kolejne trzy lata zajęło wysadzanie drzew i krzewów w taki sposób, by tworzyły spójną kompozycję. Miejsce, które wybrano na nową, centralną nekropolię, spełniało wszystkie warunki, których domagał się Schabik. Było położone z dala od śródmieścia, ale jednocześnie na tyle blisko, że aby dojść doń od rynku, wystarczył półgodzinny spacer. Dojazd również nie nastręczał trudności, gdyż Coselstrasse (obecnie ul. Kozielska), przy której usytuowano cmentarz, od dawna była jednym z głównych traktów prowadzących do miasta. Początkowo jego obszar obejmował około 20 ha, który następnie powiększonego do 22 ha.

    Na planie krzyża łacińskiego

    Cmentarz od początku planowany był jako nekropolia komunalna o charakterze ponadwyznaniowym. Pomimo to projekt uwzględniał fakt, że większość mieszkańców miasta stanowili chrześcijanie, w przeważającej części katolicy. Gliwiccy Żydzi posiadali zresztą odrębny, nowy cmentarz w sąsiedztwie tzw. cmentarza Lipowego. Dlatego w projekcie założenia cmentarza Centralnego do początku dominowały elementy nawiązujące do symboliki chrześcijańskiej. Projekt oparty został na planie krzyża łacińskiego wpisanego w prostokąt, w którego przecięciu umieszczono dom przedpogrzebowy wraz z kostnicą i kaplicą. Prowadzi doń szeroka, podwójna aleja. Budynek zaprojektowany został w modnym wówczas stylu architektury modernistycznej, z elementami klasycyzującymi. Główną salę ozdobiono polichromią autorstwa gliwickiego artysty malarza Ericha J. Gottschlicha, który przedstawił nań współczesną wersję „tańca śmierci” – alegorii popularnej w kulturze późnego średniowiecza, przedstawiającej najczęściej korowód osób wszystkich stanów i profesji z kościotrupem na czele, wyrażający równość ludzi w obliczu śmierci. Gottschlich sporządził 10 malowideł, na których pojawili się m.in. górnik, mnich, żołnierz i panna młoda. W centralnym punkcie sali artysta umieścił scenę Zmartwychwstania Pańskiego, w której ukazał Chrystusa jako zwycięzcę śmierci. Trudno powiedzieć, co dokładnie skłoniło administrację cmentarza po 1945 r., że polichromie zostały zamalowane. Czy za decyzją tą stał fakt, że żołnierz prowadzony przez śmierć był w niemieckim mundurze, czy też komunistyczni urzędnicy nie mogli się pogodzić z wizerunkiem Chrystusa w budynku na miejskim, a więc teoretycznie bezwyznaniowym, cmentarzu? Najpewniej i jedno, i drugie. Teren cmentarza podzielono na kwadratowe i koliste kwatery, które oddzielały od siebie aleje wyselekcjonowanych gatunków drzew i krzewów. Początkowo przykładano tak dużą wagę do architektonicznej spójności projektu, że zakazano samodzielnego sadzenia roślinności przy grobach. Lokalnym artystom zlecono wykonanie ozdobnych fontann i rzeźb, które umieszczono na skrzyżowaniach alejek i na osi centralnej założenia. Do dziś zachowało się m.in. dzieło autorstwa Hannesa Breitenbacha przedstawiające mnicha czytającego psałterz, przez odwiedzających cmentarz kojarzonego ze św. Franciszkiem. Obok domu przedpogrzebowego umieszczono monumentalną Grupę Ukrzyżowania dłuta Paula Ondruscha, dziś nieco ukrytą wśród zieleni.

    Krematorium i kościółek

    O nowoczesności cmentarza świadczyło krematorium zbudowane według projektu architekta Hansa Sattlera, bliskiego współpracownika i przyjaciela Schabika, autora wielu projektów zrealizowanych w mieście, m.in. kościoła pw. św. Antoniego w Wójtowej Wsi. Kremacja zwłok, lansowana w Niemczech w okresie międzywojennym jako „nowoczesna i higieniczna” forma pochówku, była niechętnie przyjmowana na, w większości katolickim, Górnym Śląsku. Księża stali na stanowisku, że kremacja jest obca tradycji oraz duchowi katolickiemu i tym samym należy chować ciała zmarłych w ziemi, zgodnie z odwiecznym, pobożnym zwyczajem. Tak też z krematorium korzystano rzadko. Po wojnie pojawiły się głosy o wykorzystywaniu tego miejsca do palenia ciał ofiar zamordowanych przez niemieckich nazistów. Sprawa ta wciąż nie doczekała się, niestety, wnikliwej analizy historycznej. Budynek krematorium został zniszczony w 1945 r., a jego ruiny rozebrano w ostatnich latach. Ozdobą cmentarza, a przede wszystkim miejscem sprawowania świętych obrzędów, był przez ponad pół wieku drewniany kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zbudowany pod koniec XV w., przebudowany i odeskowany na przełomie XVII i XVIII w., a przeniesiony do Gliwic z Zębowic koło Olesna. Kiedy w latach 1910–1911 wybudowano w Zębowicach nowy, duży murowany kościół, parafii nie było stać na utrzymanie dwóch świątyń, dano więc do gazety „Oberschleisische Volkssttimme” ogłoszenie o treści: „Ładny drewniany kościółek do podarowania”. Na ofertę odpowiedziało miasto Gliwice. W 1925 r. kościół rozebrano, przewieziono na cmentarz Centralny, gdzie świątynię ponownie złożono i w październiku 1926 r. oddano do użytku. W czasach PRL-u kościółek ulegał stopniowej dewastacji i w 1980 r. podjęto decyzję o jego zamknięciu. Ponad kolejne 10 lat stał pusty i dopiero po upadku komunizmu udało się go przenieść w pobliże nieczynnego cmentarza Starokozielskiego i wyremontować. Dziś znów pełni funkcję kościoła parafialnego. Po 1945 r. na cmentarzu Centralnym zlikwidowano większość przedwojennych, niemieckich nagrobków. Ich miejsce zajęły nowe, należące do tych, którzy zasnęli w Panu już w polskich Gliwicach. Drzewa zasadzone w latach 20. dziś prawie zupełnie zasłoniły, niegdyś wyraźnie czytelny, układ alei i ścieżek. Pomimo to, a może właśnie dlatego miejsce to wciąż urzeka swym pięknem. W ostatnich latach teren cmentarza znacznie poszerzono i zmodernizowano. Gliwicka nekropolia jest z pewnością jedną z najokazalszych i najpiękniejszych w regionie. Chodząc jej alejkami, warto powrócić myślą do średniowiecznej antyfony, której pierwsze słowa witają odwiedzających groby swoich bliskich: „W środku życia w śmierci jesteśmy. U kogo wspomożenia szukać mamy, jeśli nie u Ciebie, Panie?”. Autor tekstu jest historykiem, pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół