• facebook
  • rss
  • Lista ciągle niepełna

    Mira Fiutak

    |

    Gość Gliwicki 21/2012

    dodane 24.05.2012 00:17

    Znamy 240 nazwisk, ale przypuszczalnie ofiar było więcej. Zamordowanych przez wojska sowieckie po wkroczeniu do Miechowic w styczniu 1945 roku.

    
Gościem piątego spotkania historycznego w Bytomiu była prokurator Ewa Koj, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Katowicach. W Miejskiej Bibliotece Publicznej 15 maja rozmawiano o miechowickiej zbrodni i prowadzonym w tej sprawie śledztwie.
Zanim komisja katowickiego oddziału IPN-u zajęła się nią w 2002 r., materiały dotyczące zbrodni gromadził Józef Bonczol, naoczny świadek wydarzeń stycznia 1945 roku w Miechowicach. Sporządził listę 240 nazwisk, która – jak ocenili pracownicy IPN – na podstawie dostępnych dokumentów opracowana została kompletnie. Nie jest to jednak ostateczna liczba ofiar. Prowadzący spotkanie Sebastian Rosenbaum z katowickiego IPN-u przytoczył kilka opracowań podających różne i szacunkowe dane. – Prokurator może stwierdzić tylko to, co wynika z dokumentów. Nie może snuć dywagacji.

    Chociaż ja właśnie coś takiego robię, bo jestem przekonana, że ofiar było więcej, ale pozostaje pytanie: o ile więcej – wyjaśnia Ewa Koj.
Śledztwo trwa, bo prowadzący je mają coraz większe możliwości i dostęp do nowych źródeł. Ale i tak najcenniejsze są zeznania naocznych świadków, przez całe dziesięciolecia milczących. Nawet teraz, kiedy po transformacji 1989 r. można głośno mówić na ten temat, a IPN prowadzi śledztwo, nie chcą wracać do przeszłości. – Szanujemy to, ale trudno nam się z tym pogodzić. Ciągle jest problem z milczeniem świadków, a ich zeznania są bezcenne – mówi Ewa Koj. Przez Józefa Bonczola pracownicy IPN-u uzyskali zeznania żyjącej jeszcze Łucji Frenzel, siostry ks. Jana Frenzla – zamordowanego, a wcześniej torturowanego, którego żołnierze pojmali, kiedy wracał od postrzelonego chłopca.
Działania wojsk sowieckich trwały od 25 do 27 stycznia. – Praktycznie na każdej ulicy w centrum Miechowic ktoś zginął.

    To ponad 200 osób i tyle samo dramatów i historii rodzinnych. Ginęli ludzie o sympatiach proniemieckich i propolskich, których przodkowie uczestniczyli w powstaniach śląskich, a nawet przypadkowi ludzie, jak np. przymusowi robotnicy z Częstochowskiego pracujący przy budowie Elektrowni Miechowice – opowiada prokurator IPN-u. Stu zabitych pochowano w zbiorowej mogile naprzeciw cmentarza w Miechowicach. W 1969 r. ich szczątki zostały przeniesione na bytomski Cmentarz Komunalny, co potwierdziły sondażowe wykopy przeprowadzone tam przez katowicki oddział IPN.


    Celem tego śledztwa jest ustalenie okoliczności wydarzenia. Szczególną dyskrecją objęte zostały zeznania dotyczące gwałtów. – Ani nie udało mi się ustalić liczby zgwałconych kobiet, ani nie próbowałam tego robić – mówi Ewa Koj, odnosząc się do prowadzonego wcześniej śledztwa w sprawie zbrodni sowieckich popełnionych w Gliwicach i powiecie gliwickim. Bo te dramaty rodzinne przybierają jeszcze bardziej tragiczny wymiar, jeżeli w ich wyniku rodzą się dzieci. Dlatego niektóre relacje nie trafiają do protokołu zeznania świadka. – Trzeba oddać szacunek temu milczeniu. Należy o tym mówić, ale nie w wymiarze indywidualnym, bo to w niektórych rodzinach ciągle jest bolesny temat – dodaje.
Temat ciągle jest żywy. Po artykule o miechowickiej zbrodni w gliwickim GN do redakcji zgłosiły się osoby chcące podzielić się wspomnieniami tamtych wydarzeń. Świadkowie odchodzą, a ich zeznania są szczególnie cenne, dlatego IPN liczy na to, że wielu przełamie opór przed powrotem do tych pozamykanych kart rodzinnych historii.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół